4

Obecna twarz Hollywood

Pozwól mi WejśćPozwól mi Wejść

Autor: ARTUR TOJZA

1. Słówko na początek

Od dłuższego czasu, widać wyraźnie, że Hollywood cierpi na kryzys pomysłów. Dużo osób zadaje sobie zasadnicze pytanie „Czym to jest spowodowane?” Odpowiedzi może być dużo. Jedni stwierdzą, iż po prostu mamy globalny kryzys i brak pieniędzy na bardziej ambitne dzieła. Inni mogą rzec, że producenci są zbyt łakomi i serwują tylko pod amerykańską publikę, która nie jest zbyt wybredna.

  • Reklama

Co za tym idzie, bardziej złośliwi dodadzą, że Hollywood chce zamerykanizować światowego widza, wmuszając mu co chwila jakieś przeróbki, powtórki, kontynuacje wielkich hitów.

Prawda jest taka, że nikt jej nie zna. Jednak może postaram się pomóc dociec, co niektórym, w odpowiedzi na to pytanie. Może dzięki chwili spokoju, zrozumiemy czemu obecną maską Fabryki Snów jest słowo – Remake.

Piątek 13-tegoPiątek 13-tego

2. Jak stworzyć chwytliwego „tasiemca”

Można powiedzieć, że prawdziwy bum na szybkiego i odnoszącego sukcesy, przysłowiowego „tasiemca” zapoczątkowały takie serie jak Piątek 13-go z roku 1980 oraz Halloween z roku 1978. Obie serie doczekały się olbrzymich kontynuacji. Co więcej, były jednymi z tych serii horrorów, które wywarły potężny nacisk na ów gatunek w świecie kina. Postać Michaela Myersa z maską w kształcie białej twarzy, mordującego nastolatków, czy znana chyba każdemu brudna hokejowa maska Jasona Voorheesa, są obecnie kultowymi symbolami wszelkich imprez poświęconych horrorom. Obok nich oczywiście trzeba wymienić takie znamienite tytuły jak Wysłannik piekieł, Koszmar z ulicy wiązów czy Krzyk. Z czego ten ostatni tytuł miał akurat najmniejszą popularność. Chyba głównie dlatego, że w przeciwieństwie do swych poprzedników, mimo brutalności nie posiadał jednej rzeczy. Nieśmiertelnego mordercy.
To właśnie ów przebiegły, niepokonany krwiopijca był ogniwem przyciągającym tłumy fanów kina grozy przed srebrny ekran. Zawsze nieustraszony, ciągle nieuchwytny, a do tego mordujący bez cienia skrupułów. Jednak czy to aby jest przepis na długie udane kino? Jak się okazuje, nie. Zazwyczaj seria traciła fanów po pierwszych trzech lub czterech częściach. Powód był jasny – za dużo tego wszystkiego. Brakowało sensownego rozwinięcia akcji i w sumie cały obraz kończył na stole rzeźnika, który przerabiał go na krwawą papkę z dodatkiem pornosa.

Najlepszym tego przykładem jest seria o mordercy znad jeziora Crystal Lake. Pierwsze cztery części serii, posiadały spójną całość, dość wymyślne, jednak zawsze odmienne, sposoby uśmiercania ofiar potrafiły zaciekawić, nawet najbardziej wybrednych widzów. Jednak gdy w roku 1984 powstała planowana, ostatni część serii, wiadome było od razu, że w końcu ktoś ożywi mordercę znad jeziora Crystal Lake. Na nieszczęście zrobił to rok później Danny Steinmann, co zapoczątkowało istną lawinę kontynuacji o mordercy w hokejowej masce. Jak się okazało z odcinka na odcinek było coraz gorzej. Głupota goniła idiotyzm, wyszukane sposoby uśmiercania, bardziej irytowały niż przerażały, a coraz bardziej beznadziejne oraz irracjonalne zachowanie ofiar, nudziło widza. W efekcie seria spadła na marne pozycje DVD, a sam pan Voorhees wylądował aż w kosmosie, gdzie też się dalej bawił w rzeźnika.

HalloweenHalloween

Niestety podobny los spotkał serie Halloween, gdzie Myers co chwila odżywał jakimś cudownym sposobem, Wysłannika piekieł, gdzie cenobici wylądowali w końcu w grze komputerowej, plątając się od sekty do sekty. Nawet Koszmar z ulicy wiązów miał podobny koniec i nie pomogło spotkanie twarzą w twarz Freediego Krugera z Jasonem Voorhees’em na dużym ekranie. Ba! Film doczekał się nawet kontynuacji, ale i tak wypadła ona gorzej niż się można było spodziewać. Wniosek nasuwa się sam, jak prawi stare lecz jare porzekadło – „Co za dużo to niezdrowo”. Obecnie do kin, od nowego milenium wchodzą remake’i owych wielkich produkcji, które niestety dość blado wypadają przy oryginałach. Przykładem tutaj może być produkcja Roba Zombie z roku 2007, która spotkała się z wielkim niezadowoleniem. Twórca takich brutalnych produkcji jak Dom 1000 trupów czy Bękarty diabła, zabrał się za odświeżenie krwawych przygód Michaela Myersa i kompletnie mu to nie wyszło. Co prawda początek wiele obiecywał, film miał mroczny klimat, a Daeg Faerch grający młodego mordercę, spisał się doskonale, to potem było już tylko gorzej. Reżyserowi kompletnie nie udało się odtworzyć siły oraz potencjału jaki miał pierwowzór. Brakowało w filmie mroku, zaskoczenia, strachu. Co prawda dostaliśmy wersję dużo bardziej brutalną, gdzie krew sikała na lewo i prawo, jednak zdecydowanie śmieszyło to sztucznością oraz kiczem. Teraz Rob Zombie szykuje nam drugą odsłonę swej wizji, jednak wiele osób, w tym i Ja, jakoś nie czeka z zapałem na nią.

Podobną wpadkę zaliczył nowy obraz Piątku 13-go w reżyserii Marcusa Nispela. Film również był bardzo brutalny, posiadał dużo erotyki, jak zresztą cała seria, co chwila coś się działo na ekranie, jednak w zasadzie nudził. Głupoty sytuacyjne były tak powalające, że ludzie ziewali na sali kinowej. Co gorsza całość była do bólu przewidywalna, w całym obrazie nie było ani jednego momentu zaskoczenia. Takich wtop niestety w Hollywood jest ostatnio więcej. Mam nadzieję, że zbliżająca się premiera nowej wizji Koszmaru z ulicy wiązów to ominie, jednak zważywszy na obecny poziom amerykańskich horrorów, boję się, że będzie kolejna wielka porażka.

Ridley ScottRidley Scott

Jeśli mowa już o seriach i łączeniu bohaterów trzeba wspomnieć o słynnych dwóch kosmitach, a mianowicie Obcym Ridleya Scotta i Predatorze Johna McTiernana. Są to chyba jedne z najbardziej kultowych postaci kina Sience Ficton, które doczekały się kontynuacji zarówno w kinie jak i w komiksie czy grach komputerowych. To właśnie tam po raz pierwszy je ze sobą połączono i tak narodziła się genialna gra „Obcy kontra Predator”, szerzej znana pod symbolem ‘AvP’. Niestety jej wizja kinowa, a szczególnie kontynuacja okazały się całkowitą katastrofą. Mimo iż część pierwsza była w miarę miła dla oka, pomimo okropnego scenariusza, to AvP 2 był tylko dnem dna. Zniszczono cały majestat oraz potęgę obu kosmitów, a ludzie robili w sumie za krwawe popłuczyny w filmie. Widzowie ruszyli falą do kin, jednak czytając pierwsze komentarze, nieszczęśników, którzy mieli okazję zobaczyć ową wizję, szybko spasowali. Po raz kolejny Fabryka Snów udowodniła, że ciągłe łączenie starych hitów sprzed lat i ich wieczne odgrzewanie, okazuje się niewypałem.

TerminatorTerminator

Podobnie było w tym roku z Terminatorem: Ocalenie. Film mimo iż na świecie bardzo dobrze przyjęty, w Stanach Zjednoczonych poniósł potężne fiasko finansowe. Tak naprawdę tylko Sam Worthington oraz świetne efekty specjalne, uratowały obraz McG, przed kompletną katastrofą. Reszta obsady, w tym Christian Bale, którego bardzo szanuję, dali ciała na całej linii. Scenariusz też był nijaki i kompletnie bez polotu. Po raz wtóry Hollywood pokazało, że twórcom brak pomysłów. Szkoda bo to co stworzył Cameron w 1984 roku pokazując światu Terminatora było geniuszem. Choć chyba za bardzo się zagalopowałem w tym określeniu, bo geniuszem było w jego wykonaniu spotęgowanie własnego dzieła w Terminatorze 2: Dzień Sądu. Produkcji, która pokazała jak powinno się robić sequele. Film ten dotąd jest na szczytach rankingów kasowych, po dziś dzień jego kunszt efektów specjalnych nie zmalał, a tylko zyskał na wartości. Genialna gra aktorska, świetnie skrojona i zgrabnie pociągnięta fabuła, przełomowa wręcz muzyka – wszystko to złożyło się na nieśmiertelność Terminatora zagranego przez Arnolda Schwarzeneggera.

Obecnie to w kinie amerykańskim nie istnieje. Najlepszym przykładem jest tutaj błyskawicznie pociągnięta seria Piła. Pierwsza część wzbudziła wielki zachwyt, mnie samego osobiście oczarowała. Mroczna, klimatyczna, z świetnymi zdjęciami, a przede wszystkim nowa. Mieliśmy w sumie stary schemat, ale w zupełnie nowym wykonaniu, całkiem innej, odmiennej dotąd wizji. Film zyskał tak genialny zysk, że błyskawicznie nakręcono kontynuację co pogrzebało obraz Jamesa Wana. Momentalnie zabrakło klimatu, nadmierna brutalność nie podniosła waloru filmu, zaś fabuła dłużyła się niemiłosiernie. Mimo iż zakończenie było bardzo zaskakujące, to film nie zyskał już takiej przychylnej oceny krytyków. Potem z każdą kolejną odsłoną było tylko gorzej. Coraz większa brutalność, mącenie w fabule do granic wytrzymałości i na siłę tłumaczenie błędów. Wszystko to złożyło się na coraz gorszy budżet produkcji jak i samą oglądalność. Co gorsza zapowiedziano, że seria będzie się toczyć aż do ósmego odcinka, w tym roku zaś ukaże się jesienią część szósta. Ludzie na forach już kpią, że tytułowy morderca o kryptonimie ‘Piła’ wstanie z martwych i na nowo zacznie zabijać. Patrząc na kompletny brak pomysłów scenarzystów, są to obawy w pełni uzasadnione.
Tak więc jaki jest przepis na dobrego „tasiemca”? Ciągnięcie serii w nieskończoność udowodniło przy wielu produkcjach, że szybko się nudzi i przynosi coraz mniejszy zysk. Łączenie znanych z wielkiego ekranu postaci, również jak dotąd nie odniosło wielkich sukcesów na świecie. Przykładem tu mogą być wspomniani wcześniej Obcy i Predator. Odświeżanie ciągle tego samego, jest jeszcze mniej trafne bo najczęściej ma odwrotny efekt. Pozostają jeszcze co prawda ekranizacje komiksów, jednak ostatnio Hollywood, pokazało że nawet w tej materii daje ciała. Najlepszym dowodem są na to Watchmen czy Spirit – duch miasta. Może więc zostaje tylko jedno wyjście. Nie robić tasiemców, a co najwyżej udany sequel, jak to uczynił Cameron.

RingRing

3. Powtórki z Azji

Amerykanie lubują się bardzo w remake’ach azjatyckich horrorów. Niestety zdecydowana większość owych zabiegów kończy się marnie. Aż dziw bierze, że Hollywood jeszcze nie zrezygnowało z przekładania chińskich czy japońskich horrorów na swój rodzimy język no i oczywiście rodzime ziemie. No bo co to za horror, który nie dzieje się w USA. Najlepszym przykładem kasowych porażek, takich wybryków Fabryki Snów są choćby Nieodebrane połączenia czy Dark Water – Fatum. Produkcje, które okazały się niemal całkiem chybione, znikając przy swych azjatyckich pierwowzorach. Czasem zdarzy się produkcja, która klęski nie odniosła, jednak do oryginałowi brakowało jej siedmiu mil. Nie posiadały klimatu, scenariusz był dużo gorszy, a jedynie co ratowało obraz przed klęską to zakończenie i efekty specjalne. Dobrym przykładem jest tutaj Oko albo Shutter – Widmo. Filmy te nie raziły aż tak bardzo, lecz również jakoś niespecjalnie ludzie na nie gnali. Winą też zapewne jest tutaj zbytnia powtarzalność schematów. Jednak zdarzają się również perełki. Tutaj wymienić trzeba na pewno taką pozycję jak The Ring, który zdobył przychylność wielu widzów jak i recenzentów. Spore grono twierdzi nawet, iż pokonał oryginał. Ciężko mi się z tym zgodzić, jednak twierdzę, iż na pewno mu dorównał. Zawdzięcza to głównie świetnemu scenariuszowi, jak i grze aktorskiej oraz mrocznemu, przygnębiającemu klimatowi. Szkoda, że takich hitów mamy obecnie jak na lekarstwo.

Trochę ratuje tutaj Hollywood, film Lustra. Owa produkcja posiadała bardzo zgrabny scenariusz, posiadający kilka zawiłych wątków, jak i świetne zakończenie. Do tego kilkakrotnie potrafiła zaskoczyć widza zwrotem akcji. Obraz poza tym miał to, co The Ring – klimat strachu. Naprawdę ostatnio mało jest filmów grozy, które potrafią przestraszyć. Obecnie Hollywood raczej stawia na morze krwi, psychopatycznych zabójców i filmy bez fabuły. Czyli schemat zabili go i uciekł. Wielka szkoda, bo dobre kino grozy, odchodzi przez to powoli w zapomnienie. A to wielka strata dla kinematografii.

Jak widać Amerykanie lubują się w kopiowaniu głównie taniego i łatwego kina. Być może jest to spowodowane tym, iż amerykański widz nie lubi zbytnio się wysilać na filmie, zaś Fabryka Snów potrafi tylko produkować bajki i głupkowate komedia, więc horrory kopiuje. Nie jest to udana akcja, gdyż widać, iż owe kino grozy przeżywa taki sam kryzys jak światowa gospodarka. Widać to wybitniej w „autorskich” horrorach, które naprawdę poziomem nie grzeszą. W sumie nawet, jeśli dostaniemy coś ładnego, to jest tak ciężkostrawne, że przyprawia o mdłości. Pierwszym z brzegu takim zabiegiem są Udręczeni. Naprawdę reżyser chyba chciał udręczyć widzów swym dziełem, bo obraz Petera Cornwella ogląda się dość topornie. Jest to praktycznie cała masa powtórek z wszelkiego kina grozy o duchach plus przewidywalny do kosmicznej potęgi scenariusz. Film ani straszny ani mroczny, za to bardzo nijaki. Już lepiej w tym wypadku chwycić za Nocny pociąg z mięsem, który może poszczycić się świetnymi zdjęciami i wartką akcją. Podobny efekt znudzenia, jak w Udręczonych, choć nie aż tak tragiczny, zaznali widzowie w filmie Puls. Mimo iż fabuła była nawet w miarę ciekawa z początku, to szybko stawała się mocno przewidywalna oraz nudna. Zakończenie mimo iż również dopracowane, jakoś nie powalało. Dodatkowo, bardzo daleko było wersji amerykańskiej do azjatyckiego oryginału. Brakowało tutaj mroku, przerażenia, ciemności. Wszystko było za jaskrawe i zbyt mdłe. Podobnych produkcji można by wymienić spokojnie jeszcze z dziesięć. Najgorsze w tym wszystkim, iż mimo tak złych not, doczekały się one kontynuacji i to niejednokrotnie kilku częściowej.

GodzillaGodzilla

Co prawda mamy jeszcze jeden remake z Azji, który zaskarbił sobie tony przeciwników, ale i miał spore gro zwolenników. Mowa o obrazie Rolanda Emmericha z roku 1998 zatytułowany Godzilla. Film całkowicie zniszczony przez fanów Japońskiego oryginału, został okrzyknięty najgorszym filmem z serii o wielkim jaszczurze. Jednak osobiście nie popieram tego głosu, mi film się bardzo podobał. Był zupełnie inną wizją fabularną, z zgrabnym, pełnym akcji i humoru, scenariuszem. Dodajmy do tego naprawdę dobrą grę aktorską, szczegółowe efekty komputerowe i demolkę pokroju apokalipsy, a otrzymamy przepis na świetny film z serii Monster Movie. Był to jeden z nielicznych, w sumie udanych, zwłaszcza technicznie, obrazów amerykańskich, które kopiowały pierwowzór z Azji. Jednak jak widać na przykładzie, zabieranie się za czyjś klasyk, który wywarł w rodzimej popkulturze ogromne piętno, jest jak najbardziej nie wskazane.

Czy warto zatem powielać wielkie azjatyckie kino grozy? Jak widać nie opłaca się to szczególnie, jednak też i nie razi za mocno. Każdy chce czasem sięgnąć po tytuł z niższej półki i odprężyć się oglądając jakieś filmy o zjawach. Zresztą można liczyć na to, że w końcu znów pojawi się jakaś perełka pokroju The Ring.

KwarantannaKwarantanna

4. Oczko zagląda do Europy

Ostatnio gdy zrobiło się popularne kino europejskie, Hollywood wysłało tam swe szpony. Pierwsze co przegrzebały, i jak się wydaje tego głównie szukały, to tradycyjnie kino grozy. Nikogo więc nie powinno zdziwić, że po spektakularnym sukcesie hiszpańskiego horroru REC, Fabryka Snów wyrzuciła od siebie jej kopie – Kwarantannę. Jak się okazało tylko tym się ośmieszyła. W Polsce mieliśmy niemal roczne opóźnienie REC z wejściem na duży ekran, to też po raptem kilku miesiącach od jej zejścia dotarła do nas amerykańska kopia. W efekcie wszelkie fora kinowe oraz filmowe huczały od skarg i użalań nad głupotą plagiatowania tak dobrego horroru. Co niektórzy bronili Kwarantannę iż efekt użycia podręcznej kamery był zapoczątkowany przez Hollywood w The Blair Witch, jednak skargi dotyczyły tak naprawdę zniszczenia klimatu oraz scenariusza Hiszpana. Były to głosy jak najbardziej prawdziwe. Kwarantanna okazała się kasową porażką w Europie. Film wydłużony o nudne dialogi, przejrzysty obraz pozbawiony klimatu grozy i nadmiar pseudo-zombie, nudził ludzi. Dodatkowo nawiązanie do terroryzmu, kompletnie pogrzebało produkcję w oczach Europejczyków. Doprowadziło to do tego, iż REC, który jakimś wielkim horrorem nie jest, zyskał jeszcze większą widownię. Jednak nie ma się co tu dziwić, gdyż obraz Jaume Balagueró i Paco Plaza, miał świetny klimat oraz mrok. Był porządnym kawałkiem kina grozy ze zgrabną, mimo iż mocno przewidywalną, fabułą, jednak wyśmienitą grą aktorską. Tego Kwarantanna nie miała. W sumie to nic nie miała, gdyż zaniżono próg wiekowy co spowodowało, iż film nie był ani brutalny ani przerażający, a co gorsza usypiał. Dosłownie usypiał. Zdaje się być tylko kwestią czasu przerobienie świetnego horroru Sierociniec na wizję Ameryki, zwłaszcza że bardzo szybko po sobie wyjdą REC 2 oraz jego Hollywoodzka kopia.

Innym filmem z gatunku grozy, który doczekał się właśnie amerykańskiej wizji, jest szwedzka produkcja Pozwól mi wejść. Obraz Tomasa Alfredsona, zgarnął poza świetnymi opiniami krytyków również Saturna, za najlepszy film zagraniczny. Nic więc dziwnego, że USA obecnie tworzy jego własną wizję, mającą się ukazać w 2010 roku. Co z tego wyjdzie, trudno na razie powiedzieć, gdyż jak dotąd nie ukazał się żaden zwiastun czy inny materiał reklamowy. Ogólnie o wersji amerykańskiej jest na razie cicho, jednak boję się, że ów obraz może podzielić losy Kwarantanny. Choć zawsze jest iskierka nadziei. Być może doczekamy się kolejnego przełomu na miarę The Ring, o którym już wcześniej pisałem. Choć patrząc okiem bardziej obiektywnym, po ostatnich wpadkach Fabryki snów na tym polu, nie łudzę się na taki hit. Jednak broń Boże, oceniać nam coś co jeszcze nie ukazało się światu. Tak więc zostaje nam cierpliwie czekać i żywić nadzieję, że dostaniemy porównywalny mroczny klimat z świetną grą aktorską, która tylko spotęguje ciekawy scenariusz. Zwłaszcza, że scenariusz jak i młoda aktorka, Lina Leandersson, grająca główną rolę, były również nominowane do Saturna. Co tylko podnosi Hollywood poprzeczkę.

Stan GryStan Gry

Tymczasem możemy podziwiać to co Kevin Macdonald, stworzył w remaku brytyjskiego mini serialu kryminalnego. Mowa tu oczywiście o Stanie gry z takimi gwiazdami jak Russell Crowe, Ben Affleck i Rachel McAdams. Mimo iż gatunek zupełnie inny, reżyserowi udało się dokonać dokładnie tego samego co zrobił twórca amerykańskiego The Ring – tchnął w swe dzieło ducha życia. Stan gry może przede wszystkim poszczycić się bardzo zawiłą i nader ciekawą fabułą, którą tylko potęguje świetna gra aktorska. Naprawdę bardzo wielkie brawa należą się tu pannie Rachel McAdams, której osoba świetnie wypadła przy innej kobiecej postaci zagranej przez gwiazdę w osobie Helen Mirren. Ciekawiło mnie czy młoda aktorka da sobie radę w tak zacnym gronie aktorskim, zwłaszcza że grała ciekawą postać zwykłego pismaka blogowego goniącego tylko za sensacją i ją odpowiednio upiększała. Ku wielkiemu pozytywnemu zaskoczeniu, spisała się doskonale, nie dając się zrzucić w cień innych postaci. Kolejnym olbrzymim atutem produkcji Kevina Macdonalda są zdjęcia, jak i sam montaż. Świetnie dobrane sekwencje do danej sytuacji tylko zwiększają tępo fabuły i akcji, jaka się dzieje w danej chwili. Ruchy kamery są bardzo płynne, jednak gdy trzeba szybkie i zdecydowane. W efekcie autorom Stanu gry udało się to co zamierzali. Zmieścić cały potencjał, fabułę oraz klimat brytyjskiego mini serialu w jednej długiej produkcji kinowej. I gdyby to tylko nie był remake, to naprawdę można by było rozłożyć przed nimi czerwony dywan. Wielka szkoda.
Skoro mowa o kinie europejskim, warto chyba wspomnieć o innym mało znanym remaku, którego odświeżenie w tym roku wchodzi do kin. Mowa tu o Ostatnim domu po lewej z 1972 w reżyserii Wesa Cravena, który był jego kinowym debiutem jak i remakiem szwedzkiego filmu Źródło z 1960. Skandynawski oryginał dotąd jest uznawany za jeden z najlepszych filmów europejskich lat 60-siątych. Nie ma co się dziwić skoro za kamerą zasiadł sam Ingmar Bergman. Człowiek potrafiący świetnie ująć daną sytuację w kadrze oraz mający często niebanalne scenariusze. Młody Wes Craven, który w 1972 roku zapożyczył i nieco przerobił pomysł mistrza, stworzył z niego bardzo brutalny thriller. Brutalny do tego stopnia, że w wielu krajach był zastrzeżony przez wiele lat. W samej Anglii trwało to niemal trzydzieści lat. W sumie nie ma co się dziwić, gdyż Craven zasłynął przecież w 1984 roku z najbardziej kanonowego horroru świata – Koszmaru z ulicy Wiązów. Jednak czy aby ten zabieg się powiódł? W Ameryce jak najbardziej. Widocznie tamtejsza publiczność lubuje się w takich sprawach, gdyż film otworzył drogę reżyserowi do kariery. Jednak poza Ameryką, produkcja radziła sobie znacznie gorzej. Obecna wizja Ostatniego domu po lewej w reżyserii Dennisa Iliadisa, nie jest już tak perwersyjna, co nie oznacza, że do delikatnych należy. Mimo to zachowała klimat grozy, a to najważniejsze. Jednak każdy większy koneser kina, z pewnością sięgnie po Źródło Bergmana, gdyż tam mamy dodatkowo piękną fabułę oraz zdjęcia.
Jak więc ma się kopiowanie kina europejskiego? W przeciwieństwie do Azji, tutaj Fabryka snów, sięga też po inne gatunki i w tej materii jakoś daje radę. Z horrorami nadal jej nie idzie. Być może ma na to wpływ zaniżanie progu wiekowego. A być może po prostu Hollywood obecnie nie umie nakręcić porządnego filmu grozy. Prawdopodobnie czas pokaże, gdyż obecnie kina są zalewane takimi produkcjami.

Ostatni dom po lewejOstatni dom po lewej

5. Powrót do korzeni?

Innym dość popularnym zjawiskiem ostatnich lat, jest odświeżanie starych produkcji rodem z Ameryki. Mieliśmy z tym do czynienia już trochę, zaś producenci zapowiadają nam coraz więcej owych dań. Zważywszy iż nieraz dotyczy to klasyków, wiele osób jest przeciwnych takim zabiegom. Jednak jak historia pokazała nie zawsze było to złe. Świetnym przykładem będzie tu Człowiek z blizną. Oryginał powstał w roku 1932 gdzie w tytułową postać wcielił się Paul Muni, grając koło takich gwiazd czarno-białego ekranu jak Ann Dvorak, George Raft, Boris Karloff czy Karen Morley. Jednak tak naprawdę zdecydowana większość ludzi kojarzy postać Tonny’ego z wielkim aktorem, Alem Pacino. To on rozsławił Człowieka z blizną na cały glob, to jego kreacja zapadła w pamięci powojennego pokolenia i ich dzieci. To on i obraz Briana De Palmy z 1983 roku, są stawiane na górnej półce kina gangsterskiego. Jak widać na tym przykładzie powtórka się udała i to lepiej od oryginału. Jest wartka akcja, świetne zakończenie i nieśmiertelny upadek człowieka, który miał niemal wszystko.

YodaYoda

Idąc dalej za ciosem trzeba wspomnieć o świetnej, ‘nowej’ trylogii Gwiezdnych Wojen. George Lucas dał widzą całkiem nową wizję swego dzieła z końca lat 70-siątych. Nie tylko nową pod kątem efektów specjalnych, ale również w zarysie świetnej fabuły, rewelacyjnej gry aktorskiej oraz wyniesienia ponownie na piedestał fenomenalnej muzyki autorstwa Johna Williamsa. Chyba niemal każdy fan kina Sience Fiction, zna „Marsz Imperialny”, przewijający się niemal przez cała sagę. Lucas w swej nowej wizji, poszedł dalej dając widzą oraz fanom, to czego, dotąd nie mieli na dużym ekranie. Dziesiątki walczących Jedi oraz przepiękne pojedynki w kosmosie. W Zemście Sithów poszedł jeszcze dalej oferując potężną bitwę kosmiczną na orbicie planety Courasant. Jest to istna perła w jego dorobku, jak i całego kina S-F.
Jednak czy wszystkie tego typu manewry są udane? Okazuje się, że niestety nie. Animacja Lucasa Wojny klonów, która w kinie otworzyła drogę telewizyjnemu serialowi, nie przyjęła się tak dobrze, jak się tego spodziewano. Być może powodowała to nieco dziwna animacja postaci, a być może po prostu przeciętna fabuła. Ciężko orzec jednoznacznie, faktem jest iż projekt był nieco chybiony.

Innym przykładem nieudanej produkcji tego typu, była powtórka westernu 3:10 do Yumy. Oryginał jest wręcz kultowy w swym gatunku, remake z Christianem Bale i Russellem Crowe, był dobry, lecz tylko dobry. Zdecydowanie nie udało się do końca twórcom ukazać klimatu starych westernów. Brakowało tego czegoś, prawdopodobnie niepowtarzalności scenografii tamtych czasów oraz owych znamienitych gwiazd jak Henry Jones, Steve McQueen czy Yul Brynner. Choć to tylko ułomek góry lodowej tamtych lat. Podobnie było z serialem Siedmiu wspaniałych który powstał w latach 1998-2000. produkcja była dobra, ciekawa, jednak daleko jej było do wersji z 1960 roku, a jeszcze dalej do oryginału Akiro Kurosawy, Siedmiu samurajów z 1954, którzy to zapoczątkowali.

MetroMetro

Innym bardziej udanym zabiegiem w tej materii okazał się film Metro strachu. Z jednej strony mamy niemal to samo, tyle tylko że z nowymi aktorami, świetnymi zdjęciami i nieznanym, na tle światowym, za bardzo oryginałem. W efekcie dostajemy coś nowego, co tak naprawdę nowe nie jest. Mimo to widz nie znający dobrze kinematografii amerykańskiej, z pewnością nie połapie się, iż to już gdzieś kiedyś było. Jest to akurat zabieg bardzo udany, gdyż nie dość, że przynosi zysk, to dodatkowo tworzy iluzję, iż w Hollywood nie brak jeszcze pomysłów. Niestety jest to tylko iluzja.

Zdecydowanie gorzej, o ile nie tragicznie, wypadło odświeżenie kultowego horroru Omen. Wersja z 1976 roku miała swoisty i niepowtarzalny charakter grozy oraz depresji. Dodajmy do tego bardzo swoisty i nietuzinkowy scenariusz oraz wyśmienitą grę aktorską, a otrzymamy klasykę. Trzydzieści lat później John Moore wpadł na pomysł odbudowania owego obrazu. Całkiem mu to nie wyszło. Mimo nowoczesnej techniki komputerowej oraz nowych zastosowań w dziedzinie scenografii jak i zdjęć, film nie miał kompletnie klimatu. Był po prostu płytki. Aktorzy starali się jak mogli, aby obraz nie legł w gruzach, co miejscami im nawet wychodzi, jednak w całokształcie Omen z 2006 roku jest produkcją słabą. Brak w nim mroku, depresji, przerażenia, po prostu brakuje klimatu, jaki zbudował pierwowzór. Podobny los może czekać nową wersję Dziecka Rosemary, która ma wejść do kin w 2010 roku. Producenci zapowiedzieli, że remake ma być bardziej wierny książce, niż zrobił to Polański w swej wersji. Jednak wydaje się to być czystym chwytem reklamowym oraz absurdem, gdyż Polański, stworzył wręcz wierną ekranizację książki w swoim dziele z 1968 roku. To też obawy widzów o to, co ma się ukazać obecnie w kinie, są w pełni uzasadnione.

Star TrekStar Trek

Zdecydowanie lepiej poradziła sobie nowa wizja Star Treka. O tyle nowa, że reżyser, J.J. Abrams, ukazał nam alternatywny początek losów załogi okrętu U.S.S. Enterprise. Ryzyko się opłaciło, głównie dzięki świetnym efektom specjalnym, oraz wyśmienitej grze aktorskiej. Cała reszta również spisywała się więcej niż przyzwoicie, dzięki czemu uzyskano porządny film, który po części był powtórką, jednak z nowym daniem. Niestety każdy kij ma dwa końce i produkcja wyjątkowo nie spodobała się zagorzałym fanom serii. Jednak na szczęście nie wpłynęło to jakoś znacząco na wpływy produkcji, gdyż dużo osób z młodego pokolenia poszło rzeką na ów film. Jest to świetny przykład, iż przerobienie czegoś starego na nowe, opłaca się. Choć trzeba tu bardzo roztropnie dobierać kroki, aby nie skończyć jak Terminator: Salvation, który w Ameryce poniósł finansową klapę.

Innym sposobem Hollywood na odświeżanie własnych produkcji w inny sposób, jest przerabianie bajek o super herosach na filmy aktorskie. Przykładów jest tu mnóstwo – Iron Man, Hulk czy ostatni ich produkt G.I. Joe: Czas Kobry. Efekty tej operacji w USA są prawie zawsze pozytywne, choć zdążają się wyjątki. Jednak spora część tych filmów radzi sobie doskonale na świecie. Najlepszym przykładem będzie tutaj seria Spiderman która przyniosła wręcz rekordowe zyski. Z pewnością przyczynił się też tu fenomen człowieka pająka, jak i również wymyślne efekty specjalne. W zasadzie większa część tych filmów cieszy się powodzeniem dzięki efektom komputerowym i grze aktorskiej. Rzadko kiedy fabuła stoi u nich na jakimś wysokim poziomie, ale w komiksach mieliśmy przecież podobnie.

Iron ManIron Man

Jak widać eksperymentowanie z rodzimym kinem przychodzi Hollywood o wiele lepiej niż z zagranicznym. Z pewnością jest to zasługa tego, iż sami już to kiedyś zrobili, więc wiedzą co wystarczy poprawić, aby danie smakowało lepiej. Z drugiej strony pozostaje pewien niedosyt, no bo przecież to już było. Brak nowości. Jest to manewr na pewno przynoszący zyski, jednak nie uznanie i rzesze wielbicieli.

6. Puenta – czyli co wydumał autor

Widać więc na różnych przykładach, że Hollywood cierpi, od długiego czasu, chronicznie na brak dużej dawki, świeżych pomysłów. W efekcie mamy w gatunkach kina grozy, niekończące się tasiemce, powtórki z przeszłości i odgrzewane, w mało strawny sposób, filmy z Azji i Europy. W materii kina rozrywkowego czy komediowego, Fabryka snów, czerpie inspirację w nowych ekranizacjach starych komiksów i prawie, że niemal na tym tylko i wyłącznie poprzestaje. Co zaś się tyczy kina S-F to w tym roku jest go dość dużo, jednak i tak są to albo przeciągane serie, albo po prostu alternatywne wizje oryginałów.
Martwi mnie małe zainteresowanie producentów kinem historycznym, które w Azji zaczyna rozkwitać. Brakuje też dużej ilości adaptacji wszelkie maści i różnorodności gatunkowej książek. Co prawda mieliśmy ekranizację Aniołów i demonów czy zbliżającą się ekranizację „Weronika postanawia umrzeć”, jednak jest dużo ciekawych pomniejszych pozycji, które są nietknięte. Dodatkowo gigantyczny brak jest w autorskich pomysłach. Tu biedę klepią zarówno filmy aktorskie jak i animacje. Być może złą passę przełamie Disney zimą tego roku, ze swą nową animacją Księżniczka i żaba, która powróci do korzeni techniki rysowania, bez animacji komputerowych. Kino trójwymiarowe, również nie budzi na razie wielkich rewelacji, gdyż mamy tutaj albo stereotypowe bajeczki, lub makabrycznie tępe horrory.

Anioły i DemonyAnioły i Demony

Jakie więc jest potrzebne lekarstwo Hollywood? Z pewnością więcej odwagi u producentów oraz więcej wyobraźni u reżyserów czy scenarzystów. Mniej kopiowania, zwłaszcza z Azji, a bardziej stawiania na swoim. Być może to pomoże podnieść się z kryzysu. Natomiast my, zwykli widzowie, gdy mamy ciężki dzień, to śmiało idźmy do kina na jakiś efektowny filmik, lecz nie bójmy się zajrzeć z nostalgią w przeszłość i w zaciszu domu zagłębić się w stare dobre kino drugiej połowy dwudziestego wieku.

    • Dodaj nowy komentarz

      Komentarze

    • 21x30

      Adam_­Siennica

      2009-08-22

      Reputacja: *

      Świetny felieton – nie zgodzę się w przypadku Wojen Klonów. Projekt jets świetny i uzyskał świetne opinie widzów i krytyków- mowa o serialu, nieudany był eksperyment z pilotem serialu w kinach.

      Druga sprawa, zapomniałeś napisać o najgorszym, według mnie, remake’u azjatyckiego hitu – Infiltracji Martina Scorsese, który jest dla mnie najgorszym remakiem w historii kina.

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-22

      Reputacja: *

      “Pozostają jeszcze co prawda ekranizacje komiksów, jednak ostatnio Hollywood, pokazało że nawet w tej materii daje ciała. Najlepszym dowodem są na to Watchmen czy Spirit – duch miasta.”

      może i przeczytam później cały artykuł, ale na razie trafiłem wzrokiem na ten fragment i wyraźnie mi się odechciało, to tak jakby porównać Batmany Schumachera do Batmanów Nolana…

      edit: przeczytałem, niby autor przytacza swoje własne opinie z którymi nie muszę się zgadzać, i dobrze, ale cały czas podpiera się opiniami jakichś “ludzi”, “widzów”, jakiejś niezidentyfikowanej masy, jakby bał się swoich przemyśleń.

      Jest też parę błędów, gdzie jest w Kwarantannie terroryzm i zaniżona kategoria? Jeśli autor widział Freddy vs Jason2 to zazdroszczę, mimo, że jedynka była gówniana, a co do Jasona zawsze odwiedzał on ekrany kinowe, nawet będąc w kosmosie.

      A co do tematu to nie dramatyzowałbym, remaki i kontynuacje były zawsze, po prostu próbę czasu przetrwały te najlepsze, i dlatego teraz wydaje się, że mamy prawdziwy zalew takich filmów, a taka Piła powstaje w podobnym tempie jak w latach 80-tych przygody Freddy’ego lub Jasona

    • 21x30

      piwo_­war

      2009-08-22

      Reputacja: ****

      Przeczytałem całość. Miło się czyta pomimo licznych błędów ;) czasami ma się wrażenie, że pisane to było na szybko.

      Obecnie Hollywood raczej stawia na morze krwi, psychopatycznych zabójców i filmy bez fabuły. Czyli schemat zabili go i uciekł.

      Jak go zabili, to jak mógł uciec ;D najbardziej mi to wpadło w oko, więc musiałem to napisać ;D sorry za czepianie się ;p

      Z kilkoma pozycjami nie zgadzam się z autorem tekstu. Choćby z tym, że “Nieodebrane połączenie” było słabe, przy czym “Oko” w miarę. Według mnie jak już coś to dałbym na odwrót, ale wiadomo – o gustach się nie dyskutuje, a skoro jest to tekst subiektywny, to nie będę się czepiać w tej sprawie.

      Zgadzam się z Quagmire w sprawie tworzenia remaków i kontynuacji. Owe zjawiska były i będą zawsze. Co prawda to prawda – ostatnio powstaje coraz więcej remaków, ale kiedyś też powstawały. A czepianie się tworzenia dalszych części “Piły” nie jest uzasadnione. Powstało dopiero pięć części, przy czym kiedyś było o wiele gorzej i nikt tego tak nie negował. Chociażby wspomniane przez autora felietonu: Koszmar z ulicy wiązów (7 filmów); Halloween (8 filmów); Piątek 13go (10 filmów); Wysłannik piekieł (8 filmów); Star Trek (11 filmów);
      Bądź tytuły takie jak: Akademia Policyjna (7 filmów), czy Planeta Małp (5 filmów).
      I czy ktoś coś mówi na temat tych filmów? Nie spotkałem się. A rekordzistą to już chyba jest seria filmów o Jamesie Bondzie (22 filmy + 3 nieoficjalne). Gdy jest wzmianka o nowym filmie z serii to nigdy nie spotykam się z opinią typu: “po co?”, “nie mają już pomysłów?”, “kolejna tylko, że kinowa moda na sukces.”. Natomiast, gdy są informacje o nowym filmie z serii “Piła”, wówczas takich opinii jest wysyp.

      Póki co więcej zastrzeżeń nie mam.

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-22

      Błędów to ja tam nie widzę bo opierałem się na sprawdzonych informacjach. Przykładowo statystycznie obecnie od kilku lat jest trzykrotnie więcej remaków, sequeli i prequeli niż w latach 70-90. Brakuje nowości i polotu. Nie wspominałem o wielu seriach bo za dużo tego i bym napisał dziesięć razy tyle. Apropo prędkości, seria “Piły” ma dwukrotnie szybsze tempo powstawania niż inne jej podobne serie (spójrz na daty). W “Kwarantannie” jest wyraźnie w zakończeniu pokazane że chodzi o terroryzm :) Zaś dalsze odcinki serii Freda, Jahsona i ekipy były w kinach ale tylko w Ameryce północnej, gdzie indziej co najwyżej na spotkaniach miłośników czy nocy z horrorem, ale nie w pełnej dystrybucji. Dlatego pisałem iż te serie zeszły na DVD. Patrzę nie tylko na USA, bo oni są ważni ale nie aż tak.

      Swoje zdanie mam w tym tekście, trzeba je tylko umieć wychwycić. To że się opieram o zdanie widzów i krytyków to tylko ma ukazać jak na szerszej arenie film przyjęto :)

      P.S. za tydzień (jak się wyrobię) będzie kolejny felieton, tym razem o przekroju kina S-F)

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-22

      Reputacja: *

      To ja tak dodam
      Box Office USA 1989
      http://boxofficemojo.com/yearly/chart/?yr=1989&p=.htm
      w pierwszej 20-tce naliczyłem 5 sequeli i żadnego remaku
      Box Office USA 2008
      http://boxofficemojo.com/yearly/chart/?yr=2008&p=.htm
      pierwsza 20-tka: 5 sequeli i 1 remake + reebot Hulka

      Czy naprawdę tak wiele się zmieniło? A dlaczego Box Office? bo wszystko zależy od nas widzów, wystarczyło kilka klap finansowych remaków azjatyckich horrorów, i nie mogę skojarzyć kiedy wejdzie jakiś następny

    • 21x30

      regoat

      2009-08-22

      Quagmire o 2009-08-22 13:52 napisał:
      “Pozostają jeszcze co prawda ekranizacje komiksów, jednak ostatnio Hollywood,
      pokazało że nawet w tej materii daje ciała. Najlepszym dowodem są na to Watchmen

      ej wielki znawco tematu, jak mi wiadomo, a mam te informacje od zagorzałego fana komiksów fiml o ktorym mowisz czyli Watchmen jest idealnym odwzorowaniem komiksu, czyli bylo tak jak mialo byc i fani napewno sa w niebowzieci i w 100% zadowoleni. Odrazu widac ze gadasz nawet nie wiesz o czym

      Artykul widze dlugi wiec zostawiam go sobie na pozniej ale odrazu moge dodac ze nie widze zadnego problemu w remakejkach, raczej to idzei na plus. Bo niektorych starych horrorow itd nie da sie ogladac bo sa smieszne lub smiesznie zrobione choc sama ich historia jest ciekawa.

      Nowe wersje pozwalaja wspolczenemu czlowiekowi z przyjemnoscia ogladnac, najdziesciej udany film. Quagmire ma racje, to widz decyduje.

      to ja już chyba wole filmweb.pl niż fdb.pl po zmianach

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-22

      Niestety rozczaruję was. To nie widz decyduje o tym co będzie produkowane tylko producent. Gdyby było tak jak mówicie to nie powstałby remake “Dziecka Rosmery” czy “Halloween” albo “Piątek 13-tego”. Widz co prawda wpływa na popyt filmu i jego zyski, ale widać wyraźnie że nawet jeśli film przynosi marne zyski to i tak producent potrafi go zrobić. Inaczej jakim cudem mielibyśmy “Nieodebrane połączenia” czy “Krwawe walentynki”.

      Tak więc opierając się na Box Offisie widać jakie filmy są najchętniej oglądane, jakie zdobywają przychylność, ale na pewno nie widać tam kto decyduje o tym co powstanie. O tym zawsze był, jest i będzie, decydował producent. On wykłada kase on rządzi. Prawda czasu, prawda ekranu :)

      Co do samych remaków to kiedyś przypadało ich statystycznie 1-2 na rok, teraz 3-5 na rok. O prequelach, sequelach już nie wspominam bo tego jest od groma. Może i stare horrory śmieszyły, ale mamy wiele innych gatunków nie tylko horror, więc można by się było bardziej postarać. Zresztą nowe wersje często nie wiele różnią się od starych, chyba że udane uznajesz więcej czerwonej farby i pseudo mroku.

      “Watchmen” jest dość wierny komiksowi, nigdzie nie napisałem że tak nie jest, ale mimo to przyniósł dużo mniejsze zyski niż oczekiwano i wcale tak gorąco się nie przyjął. Poza tym brak wielu postaci z komiksu. Prawda taka że film przyjął się u fanów komiksu (co wyraźnie napisałem), a poza tym kołem niespecjalnie. Dlatego finansowo był mocno chybiony.

      A z szykujących się remaków mamy:
      The Host – na 2010 (remake horroru koreańskiego z 2006)
      Kwarantanna 2 – na 2011 (remake REC 2 z 2010, ma byc rzekomo inny, ale wiadomo że taki nie będzie)
      Dziecko Rosemary – na 2010 (remake filmu z 1968)
      Halloween 2 – na 2009 (remake filmu z 1981)
      koszmar z ulicy wiązów – na 2010 (remake filmu z 1984 – kompletnie niepotrzebny remake)
      Untitled Friday the 13th Sequel Project – na 2011 (remake filmu z 1981 z elementem Fredego – rzekomo)
      Ptaki – na 2011 (remake genialnego filmu z 1963)
      Oblicza śmierci – na 2011 (remake horroru z 1978)
      Martwe zło – na 2010 (remake filmu z 1981)
      Mortal Combat – na 2010 (remake filmu z 1995)
      Drużyna A – na 2010 (remake serialu z 1983 – to już ostra przeginka)

      Dodajmy do tego przeogromną ilość remaków jaka wyszła w latach 2002-2008, a porównawszy ją do okresu 1970-1999, będziemy mieć ich mniej więcej trzy razy więcej. Więc jak widzicie od nowego milenium przybyło niebotycznie dużo remaków w porównaniu do ostatnich TRZYDZIESTU lat poprzedniego wieku. I gdzie tu niby widz rządzi. Pomijam wszelkiej maści Sequele itp bo bym zapisał jeszcze więcej kartki. A właśnie między innymi o tym jest artykuł :)

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      Adam_­Siennica

      2009-08-22

      Reputacja: *

      Muszę cię poprawić Arturze, ponieważ w dwóch miejscach masz błąd rzeczowy – Mortal Kombat 3, bo tak nazywa się roboczo ten film jest rebootem aka restartem serii i w żadnym razie nie można tego nazwać remakiem.

      A Drużyna A też nie jest remakiem tylko adaptacją serialu – tak to się nazywa, tak samo jak Stan Gry był kinową adaptacją serialu, tak samo jak Miami Vice – tutaj słowo remake nie pasuje.

      Tyle :P

    • 21x30

      mysza_­007

      2009-08-22

      a moim zdaniem “twarz Hollywood” jest taka , że gdyby nie Hollywood to by ta strona w ogóle nie istniała…..;p……
      przeczytałem początek artykułu i się z nim nie zgadzam……więc pójdę na łatwiznę i przyznam rację Quagmire……

      Houston mamy problem....

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-22

      Adam, “Stan gry” jest remakem gdyż cała fabuła zawarta w mini serialu jest również zawarta, tylko w wersji krótszej, w filmie. Mortal Combat z tego co słyszałem miał być nie nową odsłoną a odświeżeniem starej części.

      Mysza, udowodniłem już dwukrotnie Quagmire że nie ma racji :P Zwłaszcza w pojęciu że niby to widzowie decydują o tym co się kręci za filmy :D Ale przyznam że bardzo mnie tym określeniem rozbawił :) Zresztą wstyd jest oceniać książkę po okładce :P

      No ale każdy ma swoje gusta.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      mysza_­007

      2009-08-23

      wiesz co …no nie do końca widzowie mają wpływ na to co powstanie , ale producenci opierają się na badaniach itp , itd i wyciągają wnioski co ludzie lubią oglądać….więc może i widzowie nie mają bezpośredniego wpływu na to co powstanie , ale jednak mają istotny wpływ na to za co chcą zapłacić a za co nie…….jeśli jakiś projekt skończy się fiaskiem to przecież nikt dalej nie będzie brnął…wyciągnie wnioski i zrobi coś innego (bądź to samo ale lepsze)…….tzw. komercja jest przecież zaspakajaniem ludzkich potrzeb…takich za które chcą płacić………..więc jednak ludzie (masa) i ich upodobania mają jakiś wpływ……..w ogóle Hollywood tak się rozwinęło , bo odpowiada na zapotrzebowanie większości…a mniejszość….tak jak w każdej demokracji – gówno do powiedzenia mają ;p……..

      Houston mamy problem....

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-23

      Niestety Myszko widzowie nie maja absolutnie żadnego wpływu na to co powstanie. Przykładów są tony. Pierwszy z brzegu – Indiana Jones 4 – gigantyczne rozczarowanie, bluzgi na temat filmu a i tak ruszyły prace nad kolejną częścią. The Host – koreański oryginał nie przyjął się jakoś super, mimo to Hollywood zrobi jego remake. Kolejne odsłony “Piły” również przynoszą coraz gorsze zyski i to dużo gorsze a wiadomo iż na pewno seria dojdzie do ósmej części. Często nawet słabe filmy jak “Krwawa uczta” czy “Krzyk” doczekują się kontynuacji i to kilku-krotnej.

      Producenci naprawdę nie liczą się zbytnio z widzem. Wiedzą jedno, mają kasę mają władzę i mogą narzucić co im się chce. Nie mając zbytniego wyboru widz i tak pójdzie do kina na to co jest. Dużo remaków z kina azjatyckiego powstało tylko dlatego że Amerykanom nie chce się czytać w kinie (były sondy w USA w zeszłym roku), a Hollywood stać aby zrobić remake kina klasy B, bo to mało kosztuje, a zawsze jakoś się sprzeda i na ten delikatny plus wyjdzie bo prawie nie ma konkurencji.

      Jak widzisz widz na pewno może chcieć wiele, ale dostanie tylko czego zechcą sami producenci. Oni naprawdę mało się liczą z widzę, oni liczą się tylko z mediami i reklamą jaką media oferują. To jest obecna maszynka do robienia kasy i komercja. Reklama, nie film.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      kuba_­wajda

      2009-08-23

      Czy naprawdę wolisz żyć w złudnym przekonaniu, że są jacyś niezdefiniowani, niedostępni, – dodałbym – mistyczni PRODUCENCI, którzy wedle swojego widzimisię serwują nam filmy, które bezkrytycznie musimy przyjmować, w dodatku pozbawiając nas jakiejkolwiek roli w decydowaniu czy film jest dobry czy zły? Czy Ty na kino parzysz jak na jakaś faszystowską maszynkę do robienia pieniędzy? Bez grama czynnika ludzkiego, a jedynie ze ślepą ideologią tzw. “producentów”???
      Jeśli tak to widzisz – współczuję.
      Wybacz, ale większość tego co piszesz powyżej to denny populizm nadający się na kolejny antykorporacyjny film M. Moore’a i próba udowodnienia za wszelka cenę tak naprawdę nie wiem do końca czego czego. Że żyjemy w świecie V jak Vendetta czy Equlibrium? :) Oczywiście, jednostkowo widz nie znaczy nic i faktycznie nie ma wpływu na danego producenta. Na szczęście kino to widzowie, liczba mnoga, prawo skali, konsumenci chodzący do kina, wypożyczający DVD, kupujący-niekupujący gadżety, budujący społeczności fanów wokół konkretnego filmu, tworzący przestrzeń dyskusji, sprzyjający filmowi ferment itd. To setki serwisów, box-office’ów, rankingów, ankiet, czy pokazów focusowych. Czy wciąż uważasz, że tyle zmiennych, danych, liczb nie ma wpływu na to, co się w kinie dzieje? Nie bierzesz pod uwagę tego, że czasami słabe wyniki finansowe, wcale nie muszą iść w parze z popularnością i skalą zainteresowania danym filmem, serią itd? Czy nigdy nie zastanowiłeś się, że decyzje o wypuszczaniu np. kolejnych części podyktowane są zdrową logiką, niekoniecznie rynkową? Że jest coś takiego jak tradycja filmów fanowskich, które niezależnie od “wyników” i jakości będą miały w miarę stałą liczbę zapaleńców, przebierających się za Lorda Vadera, zabójcę z Krzyku, czy komandora Kirka? A czy nie słyszałeś o tym, że nawet banalna ilość zapytań w google, pobrań p2p związanych z danym filmem, wyświetleń na YT – może być całkiem niezłą motywacją do wypuszczenia odświeżonej wersji filmu? To jest zapewniam Cie, jedynie garstka generowanych przez nas samych – widzów – zmiennych jaką kierują się PRODUCENCI. Jeśli nie wierzysz. Żyj w błędzie.

      Pozdro, wajda.

      Vermin o 2009-08-23 00:55 napisał:
      Niestety Myszko widzowie nie maja absolutnie żadnego wpływu na to co powstanie.
      Przykładów są tony. Pierwszy z brzegu – Indiana Jones 4 – gigantyczne
      rozczarowanie, bluzgi na temat filmu a i tak ruszyły prace nad kolejną częścią.
      The Host – koreański oryginał nie przyjął się jakoś super, mimo to Hollywood
      zrobi jego remake. Kolejne odsłony “Piły” również przynoszą coraz gorsze zyski i
      to dużo gorsze a wiadomo iż na pewno seria dojdzie do ósmej części. Często nawet
      słabe filmy jak “Krwawa uczta” czy “Krzyk” doczekują się kontynuacji i to
      kilku-krotnej.

      Producenci naprawdę nie liczą się zbytnio z widzem. Wiedzą jedno, mają kasę mają
      władzę i mogą narzucić co im się chce. Nie mając zbytniego wyboru widz i tak
      pójdzie do kina na to co jest. Dużo remaków z kina azjatyckiego powstało tylko
      dlatego że Amerykanom nie chce się czytać w kinie (były sondy w USA w zeszłym
      roku), a Hollywood stać aby zrobić remake kina klasy B, bo to mało kosztuje, a
      zawsze jakoś się sprzeda i na ten delikatny plus wyjdzie bo prawie nie ma
      konkurencji.

      Jak widzisz widz na pewno może chcieć wiele, ale dostanie tylko czego zechcą
      sami producenci. Oni naprawdę mało się liczą z widzę, oni liczą się tylko z
      mediami i reklamą jaką media oferują. To jest obecna maszynka do robienia kasy i
      komercja. Reklama, nie film.

      nie rozmawiam z barbarzyńcami o etyce...

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-23

      Och chłopie. Pracuję juz kilka lat bezpośrednio w branży filmowej w kinie. Mam styczność z dystrybutorami i reklamą, wiem doskonale jak od podszewki to wygląda. Kino naprawdę od wielu lat to tylko maszynka do robienia kasy, w sumie zawsze o to chodziło, lecz kiedyś dodatkowo serwowano nam ciekawą rozrywkę i myślenie, teraz to zanika. Naprawdę nie jestem ślepy i widzę co się dzieje. Dość dużo projektów i scenariuszy poszło do piachu ostatnimi laty, na rzecz remaków, sequeli czy prequeli które są zbędne, bo nie dostarczają takiej ilości gotówki jakiej by się spodziewano. A ci “mistyczni” producenci to Warner, Fox, Disney, Paramouth, Universal i cała reszta ferajny. Oni naprawdę patrzą w ostatniej kolejności na opinię widzów, o ile wcale. Teraz filmy się kręci patrząc na czyste komercyjne prawo rynku oraz reklamę. Spójrz ile jest tak naprawdę subiektywnej reklamy w każdym filmie sensacyjnym – od sprzętu elektronicznego po przez broń i żarcie. przykład pierwszy z brzegu to “Transformers: Zemsta upadłych”, gdzie masz żywą reklamę U.S. Army. Myślisz że Bay robiłby aż taką widowiskowe sceny armii i aż tyle ich pokazywał, gdyby wojsko nie dofinansowywałoby filmu? Wątpię. Prędzej by się skupił na niemal samej walce robotów, a mieliśmy nieco odwrotnie.

      Tak więc, nie ma “mistycznych” czy “niezdefiniowanych” producentów, to są ci sami producenci którzy zawsze byli. Różnica taka ze kiedyś bardziej liczył się widz i rozrywka, teraz liczy się reklama i kasa jaka za nią idzie. A że przy okazji jest to umiejętne reklama, zaś niestety obecnie zdecydowana większość widzów się rozleniwiła i nie myśli, łatwo tym sterować i dawać im coraz to głupsze powtórki, bo mimo narzekań i tak na to pójdą.

      Nie jestem pesymistą, czy głupcem. Po prostu bezpośrednio w tym temacie siedzę na co dzień w pracy i wyraźnie widzę jak to działa. Reklama, reklama, reklama – oto dzisiejsze kino.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-23

      Reputacja: *

      Widzowie decydują w tym sensie, że jeżeli dojdzie do kilku klap finansowych filmów które są remakami, to będzie ich coraz mniej, na podobnej zasadzie, na kilka lat wyginęły filmy pirackie po wielkich klapach Piratów Polańskiego czy Wyspy Piratów Harlina, czy w latach 80-tych westerny po ogromnej porażce Wrót Niebios Michael’a Cimino.

      To oczywiście kino gatunkowe a nie remaki, ale działa na tych samych zasadach, bo jak już było wspomniane, kasa, kasa, kasa. I to już zaczęło działać, w przypadku remaków azjatyckich horrorów, z wymienionych przez Vermina tylko Host jest takim przypadkiem. Teraz Amerykanie wzięli się za własną klasykę lub horrory europejskie. A przyczyniły się do tego klapy lub rozczarowujące wyniki takich filmów jak np Klątwa2, Oko, Lustra, Nieproszeni Goście czy Nieodebrane Połączenie, które wypadały słabiutko przy wpływach Ringu czy Klątwy na początku tego szaleństwa

    • 21x30

      kuba_­wajda

      2009-08-23

      Vermin o 2009-08-23 07:48 napisał:
      Och chłopie. Pracuję juz kilka lat bezpośrednio w branży filmowej w kinie. Mam
      styczność z dystrybutorami i reklamą, wiem doskonale jak od podszewki to
      wygląda. Kino naprawdę od wielu lat to tylko maszynka do robienia kasy, w sumie
      zawsze o to chodziło, lecz kiedyś dodatkowo serwowano nam ciekawą rozrywkę i
      myślenie, teraz to zanika. Naprawdę nie jestem ślepy i widzę co się dzieje. Dość
      dużo projektów i scenariuszy poszło do piachu ostatnimi laty, na rzecz remaków,
      sequeli czy prequeli które są zbędne, bo nie dostarczają takiej ilości gotówki
      jakiej by się spodziewano. A ci “mistyczni” producenci to Warner, Fox, Disney,
      Paramouth, Universal i cała reszta ferajny. Oni naprawdę patrzą w ostatniej
      kolejności na opinię widzów, o ile wcale. Teraz filmy się kręci patrząc na
      czyste komercyjne prawo rynku oraz reklamę. Spójrz ile jest tak naprawdę
      subiektywnej reklamy w każdym filmie sensacyjnym – od sprzętu elektronicznego po
      przez broń i żarcie. przykład pierwszy z brzegu to “Transformers: Zemsta
      upadłych”, gdzie masz żywą reklamę U.S. Army. Myślisz że Bay robiłby aż taką
      widowiskowe sceny armii i aż tyle ich pokazywał, gdyby wojsko nie
      dofinansowywałoby filmu? Wątpię. Prędzej by się skupił na niemal samej walce
      robotów, a mieliśmy nieco odwrotnie.

      Tak więc, nie ma “mistycznych” czy “niezdefiniowanych” producentów, to są ci
      sami producenci którzy zawsze byli. Różnica taka ze kiedyś bardziej liczył się
      widz i rozrywka, teraz liczy się reklama i kasa jaka za nią idzie. A że przy
      okazji jest to umiejętne reklama, zaś niestety obecnie zdecydowana większość
      widzów się rozleniwiła i nie myśli, łatwo tym sterować i dawać im coraz to
      głupsze powtórki, bo mimo narzekań i tak na to pójdą.

      Nie jestem pesymistą, czy głupcem. Po prostu bezpośrednio w tym temacie siedzę
      na co dzień w pracy i wyraźnie widzę jak to działa. Reklama, reklama, reklama -
      oto dzisiejsze kino.

      Ochocho.. “chłop” się z branży znalazł…
      Ty chyba żartujesz? Bay i wojsko? Oczywiście! Sprytni Japończycy w porozumieniu z producentami zabawek (najpewniej dotowanymi przez rząd) wymyślili sobie, że stworzą historię o robotach walczących ramię w ramię z amerykańska armią, a Bay pociągnął to dalej i spróbował zekranizować. Miał do wyboru polska armię, no ale szerokie wpływy i to, że akcja dzieje się w USA przekreśliły te plany na rzecz Marines’ów… Ty naprawdę naoglądałeś się jakiegoś Fahreheinta 911? Czy w każdym filmie wietrzysz teorię spiskową? Błagam.
      Guzik mnie obchodzi gdzie pracujesz. Bo nie zmienia to faktu, że albo jest to na tyle błahe stanowisko, że nie jesteś do końca w stanie prześwietlić mechanizmów rządzących tym rynkiem i musisz posługiwać się wyświechtanymi opiniami o rzekomych autorytarnych PRODUCENTACH albo po prostu mylą Ci się pojęcia miedzy zakresem kompetencji DYSTRYBUTORÓW a PRODUCENTÓW.
      Mniemam, że pracujesz gdzieś w dystrybucji. Ale wybacz. To trochę musztarda po obiedzie. DYSTRYBUTOR jest ostatnim elementem układanki filmowej. Musi przepchnąć gotowy już produkt, korzystając z wymyślonej przez producentów strategii reklamowej, pijarowej. Wtedy faktycznie wchodzi w grę jak mówisz – “reklama, reklama, reklama” oraz publicity. W Europie z prostych ekonomicznych względów, nie departamenty danej wytwórni lecz dystrybutorami są lokalne firmy zewnętrzne, które zakupują konkretne projekty czy dla kina czy dla telewizji (słynne targi producenckie podczas festiwalu w Cannes). Tu nie ma miejsca na kreatywność. Tu już jest za późno na opinie widzów. Film już istnieje. Zagwozdką są tylko pola i czas eksploatacji. Ale zapewniam Cię, PRODUCENCI do powiedzenia mają zdecydowanie więcej i z pewnością nie bazują na prostym liczniku kasy fiskalnej i prywatnych preferencjach jakiejś rady programowej danej wytwórni. Wiele projektów powstaje i powstawać będzie ze względów prestiżowych, eksperymentalnych, tradycji kina, lojalności wobec danych twórców itd. Nie przez przypadek skupuje się prawa do adaptacji książek, które cieszą się popularnością, nie przez przypadek skupuje się gotowe skrypty zagranicznych scenariuszy, ponieważ lokalnie historie tych filmów poruszyły widzów. Nie przez przypadek obserwuje się rynek komiksowy i trendy w nim zachodzące. To wszytko i wiele innych czynników ma wpływ na to, co będziemy oglądać w kinie. Myślę, że reprezentujesz bardzo zakompleksioną wizję współczesnego widza. Wizje, powiedziałbym, już nieco przeterminowaną. Widzowie, nie są już tak bardzo zmanipulowaną masą, bez grama samoświadomości. Wręcz odwrotnie. Odbiorcy są coraz bardziej cyniczni. Wyczuleni na prowizorkę. Coraz bardziej wymagający i to zarówno od strony merytorycznej, dramaturgicznej jak i nawet technicznej. Przykładem jest chociażby ten serwis i setki jemu podobnych. Wszystkie przestrzenie, gdzie zwykli ludzie wymieniają się opiniami. Klasyfikują, rankinguja i “gwiazdkują”. To przynajmniej 2 ogromne festiwale filmowe w ciągu roku w samej Polsce. Do tego kilkanaście mniejszych, na które z roku na rok wybiera się więcej ludzi. Nie mówię już o skali całej Europy. Nawet po wyjściu z sal kinowych multipleksów, leżą karteczki z prośbą o krótką ocenę filmu. Czy aby na pewno zdanie tych ludzi nikogo nie obchodzi? To nie są wybrańcy, eksperci, etatowi krytycy. To bardzo zwykli miłośnicy kina, z których opinią coraz bardziej się liczy i trzeba będzie się liczyć.

      nie rozmawiam z barbarzyńcami o etyce...

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-23

      Reputacja: *

      Jeśli chodzi o wątek Baya, to jest on jednym z niewielu lub nawet jedynym amerykańskim reżyserem który może kręcić przy dużej pomocy amerykańskiej armii, gdyż po prostu wizja wojska prezentowana w jego filmach odpowiada tamtejszym wojskowym władzom. Nie ma w tym żadnego spisku, nie sądzę, żeby US Army dokładała do filmu, pewnie to raczej twórcy muszą wnieść opłatę za stosowne pozwolenia, może rzeczywiście jest promocja, a na pewno jest po prostu specyfika kina tego reżysera. Ale wystarczy, że w następnym jego filmie marines “krzywo spojrzy” i współpraca pewnie się zakończy a żaden wojskowy za Bay’em nie zatęskni

    • 21x30

      Ronaldinho

      2009-08-23

      Reputacja: ***

      “Pozostają jeszcze co prawda ekranizacje komiksów, jednak ostatnio Hollywood,
      pokazało że nawet w tej materii daje ciała. Najlepszym dowodem są na to
      Watchmen czy Spirit – duch miasta.”

      Właściwie też po tym tekście odechciało mi się dalej czytać. “The Spirit” to tylko samodzielna próba reżyserska Franka Millera, mało znaczące kino. Natomiast “Watchmen” to ekranizacja komiksu na najwyższym poziomie jaki da się osiągnąć. Nieprawdą jest, że poza kręgiem fanów komiksu się on nie sprzedał. Nie jestem fanem komiksu, nie czytałem go, a film uważam za arcydzieło (polecam wersje reżyserską). To fani komiksu właśnie po trochu z niechęcią patrzyli, gdyż mimo trzech godzin i tak nie udało się wszystkich główniejszych wątków z komiksu przedstawić. Nie wiem, może kierowałeś się z dupy opiniami ludzi, którzy oczekiwali kolejnego mega filmu akcji z superbohaterami jak Superman czy Spider-Man.

      aś dalsze odcinki serii Freda, Jahsona i
      ekipy były w kinach ale tylko w Ameryce północnej, gdzie indziej co najwyżej na
      spotkaniach miłośników czy nocy z horrorem, ale nie w pełnej dystrybucji.
      Dlatego pisałem iż te serie zeszły na DVD. Patrzę nie tylko na USA, bo oni są
      ważni ale nie aż tak.

      Bo to filmy kultury amerykańskiej, przeznaczone głównie dla mieszkańców USA, poza ich granicami nie było tak pięknie rozwiniętej kultury horrorowej.

      propo prędkości, seria “Piły” ma dwukrotnie szybsze tempo powstawania niż inne > jej podobne serie (spójrz na daty).

      “Piątek trzynastego” – od 1980 do do 1989 powstało 8 części.
      “Koszmar z ulicy wiązów” – od 1984 do 1991 powstało 6 części.

      To tylko dwa przykłady na podstawie dwóch najbardziej znanych horrorowych serii, więc stwierdzam, że pisząc to po prostu się na tym nie znasz, co jeszcze udowadnia to:

      A z szykujących się remaków mamy:
      he Host – na 2010 (remake horroru koreańskiego z 2006)

      Nie widziałem oryginału, podobno świetny. Ale taki “The Ring” pokazał, że remake może być równie świetny, co jego oryginał azjatycki, choć nie zawsze się to sprawdza.

      Martwe zło – na 2010 (remake filmu z 1981)

      Remake nie powstanie, a co najwyżej sequel trójki z alternatywnym zakończeniem, gdzie Ash przenosi się do przyszłości.

      Dziecko Rosemary – na 2010 (remake filmu z 1968)

      Jeden z trzech remake’ów na tej liście i faktycznie nie musi powstawać, bo skończy marnie.

      Ptaki – na 2011 (remake genialnego filmu z 1963)

      Nie wiem czy wiesz, ale studio Platinum Dunes z tego remake’u już zrezygnowało.

      Halloween 2 – na 2009 (remake filmu z 1981)

      Jest to sequel remake’u, a nie remake części drugiej z 1981 roku.

      Untitled Friday the 13th Sequel Project – na 2011 (remake filmu z 1981 z
      elementem Fredego – rzekomo)

      Znowu to nie remake części drugiej z 1981 roku, a sequel remake’u i bez elementów Freddy’ego.

      Kwarantanna 2 – na 2011 (remake REC 2 z 2010, ma byc rzekomo inny, ale wiadomo że taki nie będzie)

      To samo, to sequel remake’u, nie remake sequela.

      koszmar z ulicy wiązów – na 2010 (remake filmu z 1984 – kompletnie niepotrzebny
      remake)

      Jako, że nie da się zrobić sequelu, pozostaje remake. W głównie roli Jackie Earle Haley, co zapowiada, że o Freddy’ego się martwić nie trzeba. Jest to postać, którą nadal widzowie chcą oglądać i zbyt dużego sprzeciwu nie ma, ludzie, którzy widzieli trailer na Comic-Conie mówią, ze wygląda dobrze i strasznie.

      Oblicza śmierci – na 2011 (remake horroru z 1978)

      Nie znam oryginału i dzięki temu, że remake powstanie dowiem się o nim i go obejrzę.

      Mortal Combat – na 2010 (remake filmu z 1995)

      Nikt nigdy nie mówił o remake’u, a o sequelu/prequelu.

      Drużyna A – na 2010 (remake serialu z 1983 – to już ostra przeginka)

      To nie remake, a kinowa wersja serialu.

      Vermin o 2009-08-23 00:55 napisał:
      Niestety Myszko widzowie nie maja absolutnie żadnego wpływu na to co
      powstanie. Przykładów są tony. Pierwszy z brzegu – Indiana Jones 4 – gigantyczne
      rozczarowanie, bluzgi na temat filmu a i tak ruszyły prace nad kolejną częścią.

      Bo ludzie potrzebują i chcą nowego Indy’ego. Czwórka, tak naprawdę, tylko w kilku elementach miała wady, może da się w piątce błędy naprawić. Chcesz się założyć, że na piątą część pójdzie podobna liczna widzów? +/- 100 mln dolarów.

      The Host – koreański oryginał nie przyjął się jakoś super, mimo to Hollywood
      zrobi jego remake.

      Kolejne odsłony “Piły” również przynoszą coraz gorsze zyski i
      to dużo gorsze a wiadomo iż na pewno seria dojdzie do ósmej części.

      Za bardzo nie wiesz chyba o czym piszesz. To, że produkt przynosi gorsze zyski nie znaczy, że trzeba z niego rezygnować. Czy jakby z włożonego 1 mln dolarów w pierwszym roku produkt przyniósłby ci 10 mln dolarów zysku, a kilka lat później już tylko 8, to znaczy, że konsumenci w większości odrzucają produkt i już go nie chcą, a dalsza produkcji staje się nierentowna? Choć przykład w porównaniu do “Piły” jaki podałem jest i tak minimalistyczny. Podam ci dane, bo chyba o nich nie wiesz.

      Piła: zysk 103 mln $ (budżet 1.2 mln $)
      Piła II: 148 mln (4 mln)
      Piła III: 165 mln (10 mln)
      Piła IV: 139 mln (10-12 mln)
      Piła V: 114 mln (10.8 mln)
      Piła VI: ??? mln (~10 mln)

      No i powiedz co jest dziwnego w tym, że zaplanowano siódmą i ósmą część nie znając wyników szóstki, skoro piąta część przyniosła wynik na poziomie 1000%. Co prawda jest to najsłabiej z serii, ale dalej jest to jedna z najbardziej dochodowa inwestycja w Hollywood – tak myślę, nie jestem pewien, ale chyba nie ma drugiej takiej serii z taką przebitką na zysku.

      Często nawet słabe filmy jak “Krwawa uczta” czy “Krzyk” doczekują się
      kontynuacji i to kilku-krotnej.

      Tu już przejechałeś się totalnie, porównując jakąś tam “Krwawą ucztę” do genialnego “Krzyku” (choć, żeby ten film najbardziej cieszył oczy, trzeba mieć na koncie mnóstwo slasherów obejrzanych) i jego dobrych kontynuacji.

      Vermin o 2009-08-23 07:48 napisał:
      Och chłopie. Pracuję juz kilka lat bezpośrednio w branży filmowej w kinie. Mam
      styczność z dystrybutorami i reklamą, wiem doskonale jak od podszewki to
      wygląda.

      Nie muszę pracować w kinie, aby wiedzieć jak to wygląda. Producenci nie decydują jakie filmy my chcemy oglądać, tylko my sami. Niestety podam przykład na naszym narodzie. Najlepiej sprzedawalnym filmem kinowym w Polsce jest komedia romantyczna (‘teraz też film taneczny’), mimo narzekań na żenująco niski poziom (choć sam prawie żadnej nie widziałem), widzowie dalej tłumnie idą do kina prawie po brzegi wypełniając sale w pierwszych dwóch tygodniach wyświetlania. Jak myślisz, co by się stało jakby trzy komedię romantyczne pod rząd nie zwróciłyby w zyskach kosztu produkcji? Producent robiłby kolejną nierentowną produkcję czy może jednak zorientował się, co teraz widzowie chcą oglądać i wyprodukuje coś, co będzie się najlepiej sprzedawać. To głównie chyba wina kobiet, widocznie one lubią być zabierane na komedie romantyczne zamiast pójść na jakiś dobry rozrywkowy film inny niż w tym gatunku. Bo na takie filmy nie idzie się z całą rodziną.

      Kino naprawdę od wielu lat to tylko maszynka do robienia kasy, w sumie
      zawsze o to chodziło, lecz kiedyś dodatkowo serwowano nam ciekawą rozrywkę i
      myślenie, teraz to zanika.

      Wielkie odkrycie. Moim zdaniem widzowie stali się w dzisiejszych czasach bardziej krytyczni niż kiedyś, zwłaszcza Polacy, którzy z natury mają, że lubią narzekać. Przeczytałem mnóstwo narzekań na “Indy’ego 4”, że jakie to nie wiadomo co za idiotyzmy są tam umieszczone, a to nie było nic innego jak pójście w ślady poprzednich części, gdzie nie brakowało głupkowatych scen, a mimo, filmy te kochamy. Polecam “The Top 10 Dumbest Indiana Jones Moments” – http://www.spike.com/video/cinemassacre-top-10/3197473

      “Transformers: Zemsta upadłych”, gdzie masz żywą reklamę U.S. Army. Myślisz że >Bay robiłby aż taką widowiskowe sceny armii i aż tyle ich pokazywał, gdyby wojsko
      nie dofinansowywałoby filmu?

      Wojsko nie finansuje filmu, co najwyżej wypożycza sprzęt (za który odpowiada wypożyczający i wszelkie uszkodzenia sprzętu oraz jego eksploatacje obciąża budżet) z zastrzeżeniem, że wobec tego nie pokażą armii od złej strony.

      Tak więc, nie ma “mistycznych” czy “niezdefiniowanych” producentów, to są ci
      sami producenci którzy zawsze byli. Różnica taka ze kiedyś bardziej liczył się
      widz i rozrywka, teraz liczy się reklama i kasa jaka za nią idzie. A że przy
      okazji jest to umiejętne reklama, zaś niestety obecnie zdecydowana większość
      widzów się rozleniwiła i nie myśli, łatwo tym sterować i dawać im coraz to
      głupsze powtórki, bo mimo narzekań i tak na to pójdą.

      A moim zdaniem kiedyś, bez ery divixów z Internetu, ludzie masowo chodzili do kin, jeśli chcieli bardzo zobaczyć film, nie mieli wyboru, musieli iść do kina. Też dochodzi fakt, że, aby się przekonać czy film jest dobry, widz sam musiał się o tym przekonać, a nie opierać się często na idiotycznych komentarzach internetowych, często mylących. Co więcej, nie mogli ludzie też ściągać dvdripów. Co robili jeśli chcieli obejrzeć film – wypożyczali VHS-a lub kupowali i dzielili się nim, przegrywanie nie było zbyt opłacalne. Czyli każdy kto zobaczył film jakoś musiał za niego zapłacić, dziś tak nie jest. Dzisiaj za to ściąga się do kin 12-latków, co wymaga PG-13, co oprócz rzeczy, których nie można pokazać tym widzom (krew, przemoc, seks), wymaga dostosowywania się do poziomu jego inteligencji, aby się w trakcie seansu nie pogubił i dobrze bawił. Dużą rolę odgrywa też tutaj MPAA, ostatni bastion cenzury w USA. Np film dostający NC-17 jest skazany na porażkę, ot choćby dlatego, że niektóre kina czy sieci handlowe nie przyjmują takich filmów do obrotu. Również zaostrzyły się kryteria przydzielania PG-13, gdzie kiedyś taką kategorię dostawał ’Red Dawn". Chcecie dowiedzieć się więcej? Obejrzyjcie “This Film Is Not Yet Rated”.

      Artykuł ten, choć nie zamierzam go czytać do końca, uważam za mega populistyczny, powtarzający po innych różne brednie. To coś jak wierzenie w spisek 11 września, że niby rząd USA sam to zrobił i zaplanował – chyba najlepsze zjawisko pokazujące jak duży odsetek społeczeństwa nie myśli trzeźwo i daje się otumić ‘faktami’ bez pokrycia. Tutaj mamy wiarę, że za wszystkim stoją producenci i to nie oni decydują czy coś się sprzeda, a klient=widz. Widz ten regularnie dotując shitowe produkcje wierzy, że to nie on stoi za tym, że producenci się tak bardzo bogacą na nich, wierzy, że to oni są wszystkiemu winni…

      ...:::4 8 15 16 23 42:::...
      mikolaj.chodkowski@fdb.pl <---- jeśli brakuje galerii, zwiastuna lub chcesz się skontaktować, napisz na ten adres.

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-23

      Ech aż nie chce mi się odpowieadać, ale zrobię to po raz ostatni, bo nie mam zamiaru się kłócić z ludzmi nie znającymi od kurtyny branży rozrywkowej.

      @Kuba_Wajda
      Nie węszę nigdzie żadnego spisku. Nie wiem coś sobie uroił, ale mnie to akurat zwisa. Po prostu pokazuję, że obecnie bardziej od opinii widza liczy się reklama i kasa jaka za tym idzie więc producent i tak wybierze forsę, co jawnie pokazuje od lat.

      @Quagmire
      Wypożyczenie sprzętu wojskowego kosztuje słono i to bardzo. Wojsko dofinansowuje produkcje, po przez dużo tańsze jego wypożyczenie co niektórym reżyserom/producentom, za większe pokazanie siły ich zabawek. są to naprawdę olbrzymie pieniądze, które producent może przeznaczyć w tym wypadku na coś innego (np. lepsze zdjęcia, efekty komputerowe, gażę). Remaki Azjatyckich filmów znikają, gdyż Azja ostatnio niechętnie chce dawać im prawa autorskie patrząc jak niszczą ich dzieła. Sam Woo poszedł do Chin zrobić “Trzy królestwa” gdyż w USA go wyśmiano, jak i wielu innych tego typu projektantów.

      @Ronaldinho
      Większość zysku jaki przedstawiasz pochodzi z kina amerykańskiego, a tam naprawdę społeczeństwo nie potrzebuje wiele. Przykład ze filmy ambitniejsze tam przynoszą dużo gorsze zyski. Dlatego robi się powtórki bo one głupkowatym amerykańcom bardziej leżą, ale Ameryka to nie wszystko i tutaj Hollywood leży. Wiele rzeczy uważa się za mega populistyczne tylko dlatego że nie leżą w guście kogoś, kto najczęściej nie zna danej klasy od kurtyny. Ja znam. Kiedyś myślałem tak jak wy, dopóki nie popracowałem z menadżerami w kinie i to ostro. Jak wszedłem w dział reklamy to mi dopiero się otworzyły oczy jak ten mechanizm się zmienił. Ale nic na to nie poradzimy, kasa, kasa, kasa. Teraz filmem w pełni rządzi reklama :)

      Resztę kłótni czy tam dyskusji zostawiam wam, bo ja wolę się zabrac za kolejną reckę/artykuł/felioton.

      EDIT:
      Tak na marginesie ktoś tam z was pisał że to niby Ameryka stworzyła kanon dzisiejszego horroru. Jest to bład rzeczowy, gdyż oni stworzyli slahery, horrory stworzyli Azjaci. Tam jest ich nieporównywalnie więcej. Co prawda Ameryka ma Kinga (który ma dla mnie świetne pomysły, ale toporny styl), jednak to troszku mało.
      Poza tym ktoś tam pisał że bez Hollywood nie byłoby tego portalu jak i innych. Też błąd bo kino to nie tylko USA, ale także Azja, Europa czy Ameryka łacińska. Myslenie obecnego widza iż większość filmów powstaje w tylko w Ameryce, to piękny przykład tego jak umiejętna reklama potrafi spacyfikować człowieka (NIE , nie jest to teoria spiskowa, tylko zwykły fakt).

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      kuba_­wajda

      2009-08-23

      boże, nie chwal się. nie graj tutaj roli pana nauczyciela. bo z tego co czytam, to g****o wiesz, albo źle to wszystko interpretujesz. tak się składa, ze sporo osób na tym forum powiązanych jest z “branżą” i te twoje denne powoływanie się na menadżerskie autorytety i doświadczenie reklamowe raczej nikomu tu nie imponują, skoro i tak pleciesz bzdury. inna sprawa jak możesz wytykać rzekome błędy rzeczowe, skoro sam twój felieton od nich i od taniej generalizacji aż ocieka.
      i tak dla twojej wiadomości to homelandem horroru była w pierwszej kolejności Europa (początki kina grozy, adaptacje powieści gotyckich), a w okresie powstania dźwięku Ameryka. Horror w Azji przypadł na bardzo późny okres narodzin gatunku gore. nie wiem skąd masz informacje, że “Tam jest ich nieporównywalnie więcej.”. mogę się założyć, że nie masz absolutnej racji i z łatwością poprzerzucać się tytułami.

      Myslenie obecnego widza iż większość filmów powstaje w tylko w Ameryce, to > piękny przykład tego jak umiejętna reklama potrafi spacyfikować człowieka (NIE , > nie jest to teoria spiskowa, tylko zwykły fakt)."

      btw2: ten fragment rozśmieszył mnie totalnie. czy dla Ciebie do teraz jest zagadką jaki kraj produkuje filmy? myślisz, ze takie kwestie są trudne do sprawdzenia, albo ktoś umyślnie je preparuje? ciekawe. a może dziwi Cię to, że plany zdjęciowe, lokacje filmów Amerykańskich kreci się np. w dużo tańszych studiach czeskich? albo park Yellowstone zastępują nasze Bory Tucholskie? takie to dziwne?

      nie rozmawiam z barbarzyńcami o etyce...

    • 21x30

      Ronaldinho

      2009-08-23

      Reputacja: ***

      Vermin lub Arturze,

      Trudno by tu dyskutować z tobą, skoro ja pisząc argumenty, przedstawiam swoje myślii, a ty odpowiadasz słowami: “reklama, reklama, reklama”, ew. argumentując totalnie nieprawdziwymi informacji, np o tym, że horror narodził się w Azji. Do tego jeszcze powtarzasz stereotypy w postaci ‘głupoktowatych Amerykanów’. Tylko, że oni są mądrzejsi od ciebie. Im wystarcza tytuł “Tropic Thunder”, którego w dosłownym przetłumaczeniu Polak nie zajarzy i żebyz wybrał się do kina, trzeba mu zrobił z dupy tytuł “Jaja w Tropkiach”. Albo można spojrzeć na “Transformers 2”, gdzie w Stanach został dość mocno zjechany za wszechogarniającą tępotę, natomiast Polacy cieszą się, mówią “to tylko rozrywka”, a ty idziesz za tymi ludźmi i stawiasz temu czemuś 7/10.

      Jesteś jakimś Captain Obvious, który stwierdza, że aby dobrze się produkt sprzedał potrzebna jest mu reklama. WOW!

      ...:::4 8 15 16 23 42:::...
      mikolaj.chodkowski@fdb.pl <---- jeśli brakuje galerii, zwiastuna lub chcesz się skontaktować, napisz na ten adres.

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-23

      Reputacja: *

      a ja tylko dodam, że jeśli autor dyskusję lub polemikę, nawet może i ostrą, ale raczej bez przekleństw i wyzwisk nazywa kłótnią, to nie wiem dla kogo napisał ten artykuł-dla nas czy dla siebie?
      Tyle ode mnie w tym temacie, napisałem co uważam i autor również, każdy może się z tym zgodzić lub nie

    • 21x30

      Michal_­Dajer

      2009-08-23

      Na początek moja opinia odnośnie sytuacji w branży Hollywoodzkiej. Muszę się zgodzić z faktem, iż w ostatnich czasach amerykańska branża filmowa nieco osiadła na laurach o czym myślę, Ronaldinho doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Tworzenie remake’ów a to bazowanie na prostej prawdzie, że widz szybko kupi to co już mu się spodobało. A to mimo wszystko jest pójściem na łatwiznę i to wielką. Brakuje wydaje mi się świeżości co powoduje, że znów dostajemy nowe wersje Koszmaru z ulicy wiązów, Piątku 13-tego itd.

      Kolejna sprawa to fakt, iż nie mamy czemu się dziwić, iż amerykanie uwielbiają tworzyć swoje wersje filmów nieanglojęzycznych. To jest troszkę jak nasz naród, który w zdecydowanej większości także nie lubi napisów. My jesteśmy biedniejszym krajem więc mamy lektorów a oni po prostu tworzą swoje wersje filmów.

      To co mnie najbardziej dziwi to fakt, iż Hollywood tak mało robi ekranizacji przeróżnych powieści. I tutaj zgodzę się z autorem felietonu, iż jest tyle wspaniałych książek z których mogłyby powstać świetne filmy.

      Nie zgodzę się również ze stwierdzeniem, iż era divxów i kopiowania z internetu powoduje taki kryzys. To jest niczym nie potwierdzona hipoteza bowiem zauważ, iż amerykanie w małym stopniu ściągają filmy skoro nim wyjdzie znośna kopia w Stanach już ten film zejdzie z ekranów. Co najwyżej może to mieć wpływ na sprzedaż płyt DVD.

      Z tego co mi się wydaje prawdziwym powodem dla którego wytwórnie filmowe robią filmy na PG-13 jest fakt, iż najlepszym widzem są osoby w wieku od 12 do 18 lat. To są ludzie, którym niezbyt wiele potrzeba do szczęścia. Chłopcy chcą prostych strzelanek, superbohaterów, nieco seksapilu. Dziewczyny z kolei lubią proste historie miłosne. Studenci i osoby starsze wymagają już czegoś więcej. Więc to już zupełnie inny target.
      Nie można również zapomnieć, iż MPAA w ostatnich czasach mocno zaostrzyła przyznawanie kategorii wiekowych. Najśmieszniejsze moim zdaniem jest to, iż tacy Watchmen: Strażnicy otrzymali kategorię R, a nie było tam, aż tak dużo golizny czy brutalnych scen przemocy.
      Z kolei zgodzę się w kwestii NC-17 bo produkcje, które otrzymują ją najczęściej trafiają od razu na DVD.

      Na koniec jeszcze jedna kwestia do Ronaldinho. Stara prawda marketingowców głosi, iż widz/konsument ma myśleć, że to on kreuje rynek a naprawdę to firmy kreują go. O ile w Polsce nie jest to tak widoczne (bo po prostu jesteśmy zbyt małym rynkiem) o tyle w Stanach jest to bardzo widoczne. Idealny przykład to High School Musical po którym okazało się, że musicale dla młodych widzów mogą się świetnie sprzedawać. Na tej fali pojawiła się Mamma Mia!. Dalej mamy przykład z Piratami z Karaibów. To Hollywood stworzył modę na piratów. Więc nie do końca się z tobą zgodzę, iż firmy kopiują tylko to co nam się podoba.

      I na koniec jeszcze jedna deklaracja. Jestem ogromnym sympatykiem filmu Watchmen: Strażnicy, uważam ekranizacje tego komiksu za jedną z lepszych. Prawdziwy powód klęski według mnie to fakt, iż to nie jest taki prosty komiks jak Superman czy Spider-Man. Jest to komiks w którym analizuje się zachowania ludzi, polityków i tzw. bohaterów. I wydaje mi się, że po prostu ludzie oczekiwali kolejnej superprodukcji o superbohaterach a dostali inteligentną produkcję z morałem.

    • 21x30

      Ronaldinho

      2009-08-24

      Reputacja: ***

      Michal_Dajer o 2009-08-23 20:39 napisał:
      Na początek moja opinia odnośnie sytuacji w branży Hollywoodzkiej. Muszę się
      zgodzić z faktem, iż w ostatnich czasach amerykańska branża filmowa nieco
      osiadła na laurach o czym myślę, Ronaldinho doskonale zdajesz sobie z tego
      sprawę. Tworzenie remake’ów a to bazowanie na prostej prawdzie, że widz szybko
      kupi to co już mu się spodobało. A to mimo wszystko jest pójściem na łatwiznę i
      to wielką. Brakuje wydaje mi się świeżości co powoduje, że znów dostajemy nowe
      wersje Koszmaru z ulicy wiązów, Piątku 13-tego itd.

      No tak, jest to w pewien sposób pójście na łatwiznę. Jednak ja dalej chcę oglądać Freddy’ego, Jasona, Michaela Mysersa i wiele innych kultowych postaci, w kółko powtarzanie całych serii w końcu być może mnie znudzi :) Mam wielkie nadzieję i jest kilka ku temu powodów, że Freddy zostanie odnowiony na dobrym poziomie. Remake Piątku 13-go nie był udany, nie był też zły, jednak mam nadzieję, że twórcy wiedzą, co poszło nie tak i sequel przygotują już lepiej. Michael Myers w wizji Roba Zombiego mi się bardzo podoba, w żaden sposób nie próbuje kopiować Johna Carpentera, przedstawia swoją alternatywną wizję i wraz z sequelem, który zapowiada się prześwietnie, może szerzej zapisać się w historii kina grozy. Jednak trzeba to podkreślać, że rimejki istniały od zawsze i może teraz jest ich trochę więcej. Jednak mało osób zdaje sobie sprawę jak świetne filmy, bez których nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia, są właśnie rimejkami. Podam kilka przykładów:
      - Coś (The Thing) – 1982
      - Człowiek z blizną (Scarface) – 1983
      - King Kong – 1976 i 2005
      - Noc żywych trupów (Night of the Living Dead) – 1990
      - Mucha (The Fly) – 1986
      - Inwazja pożeraczy ciał (Invasion of the Body Snachters) – 1978
      - The Ring – 2002
      - Blob – 1988

      Kolejna sprawa to fakt, iż nie mamy czemu się dziwić, iż amerykanie uwielbiają
      tworzyć swoje wersje filmów nieanglojęzycznych. To jest troszkę jak nasz naród,
      który w zdecydowanej większości także nie lubi napisów. My jesteśmy biedniejszym
      krajem więc mamy lektorów a oni po prostu tworzą swoje wersje filmów.

      Ale zauważ, że to nie tylko chodzi o fakt, że wersja nieanglojęzycznego filmu z napisami się nie sprzedałaby, ale nawet jakby się dobrze sprzedała, to i tak robiąc swoją wersję zarobi się dużo więcej niż z samej dystrybucji.

      To co mnie najbardziej dziwi to fakt, iż Hollywood tak mało robi ekranizacji
      przeróżnych powieści. I tutaj zgodzę się z autorem felietonu, iż jest tyle
      wspaniałych książek z których mogłyby powstać świetne filmy.

      Jest dużo świetnych książek (materiałów na filmową fabułę), jednak przy takim filmie musi być pomysł na dobrą reklamę, bo jeżeli książka była świetna, a niezbyt popularna, to sam tytuł nie wystarczy. Do ekranizacji powieści potrzeba dobrych filmejkerów, a oni nie zawsze mają czas, którzy przyciągneliby swoim nazwiskiem. Dobrym przykładem jest “The Lovely Bones” – ekranizuje Peter Jackson, koniecznie muszę to zobaczyć, gdyby robił to ktoś o małych wpływach, nie wiem czym ten film zauważył.

      Nie zgodzę się również ze stwierdzeniem, iż era divxów i kopiowania z internetu
      powoduje taki kryzys. To jest niczym nie potwierdzona hipoteza bowiem zauważ, iż
      amerykanie w małym stopniu ściągają filmy skoro nim wyjdzie znośna kopia w
      Stanach już ten film zejdzie z ekranów. Co najwyżej może to mieć wpływ na
      sprzedaż płyt DVD.

      W przypadku Amerykanów przy dystrybucji kinowej nie, ale w przypadku reszty świata zazwyczaj tak. Natomiast przy sprzedaży dvd ma to ogromny wpływ. Pomyśl, że kiedyś jak chciałeś zobaczyć jakiś film, nie było opcji, żeby chociaż w jakiś pośredni sposób za niego nie zapłacić – bilet w kinie, koszt VHS-a, koszt wypożyczenia czy obejrzenie reklamy w telewizji. I trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że dużo osób dzisiaj myśli tak “O podobało mi się w kinie, drugi raz nie pójdę, poczekam na dvdripa”. Jest też tak, że przez możliwość zobaczenia filmu bezpłatnie przez divixa, danej chętnej osobie po prostu się nie chce wydawać na kino, znam dużo takich przypadków. Chodzenie do kina po części stało się ‘chodzeniem do kina’ a nie ‘pójściem na dany film’. Jeszcze takie coś: Pamiętam jak jeszcze kilka lat (gdy nie było tak powszechnego divixa) kolejki przy kasach na Władce Pierścieni były takie, że aby dostać bilet trzeba było poczekać z 20-30 minut o każdej porze dnia, podobnie było ze Star Wars w 97’ albo Jurassic Park w 93’ i 97’ – takie przykłady, które pamiętam. W obecnych czasach nie widziałem przy kasie w kinie kolejki większej niż 15 osób. Dzisiaj mnie osób chodzi do kina, to jest fakt.

      Z tego co mi się wydaje prawdziwym powodem dla którego wytwórnie filmowe robią
      filmy na PG-13 jest fakt, iż najlepszym widzem są osoby w wieku od 12 do 18 lat.
      To są ludzie, którym niezbyt wiele potrzeba do szczęścia. Chłopcy chcą prostych
      strzelanek, superbohaterów, nieco seksapilu. Dziewczyny z kolei lubią proste
      historie miłosne. Studenci i osoby starsze wymagają już czegoś więcej. Więc to
      już zupełnie inny target.

      Tylko problem jest taki, że często filmy nie są robione na PG-13, tylko po wyprodukowaniu filmu jest przerabiany na kilka sposób, żeby z R zjechać na niższa kategorię. Nie mam nic przeciwko filmom PG-13, ale niech też wychodzi trochę z R. Taka “Szklana pułapka 4.0”, skoro poprzednie filmy serii były R, to następna część też powinna mieć taką kategorię. Jedyny powód obniżania kategorii (jakości filmu) jest chęć zarobiona jeszcze trochę więcej kasy. A prawdziwym powodem jest kasa, film w R musiałby się bardzo dobrze obronić, żeby zdobyć dużą widownie. Nie jestem pewien, ale chyba najlepiej zarabiającym wszech czasów w R jest Terminator 2 z wynikiem 500 mln, dziś już raczej wynik nie osiągalny (kiedyś były tańsze bilety, więc jest to znacznie więcej kasy dzisiaj). Więc blockbuster z R może mieć najwyżej budżet 100 mln dolarów, żeby się przy super wiatrach zwrócił, jednak Watchmen miał już 130 mln budżet, jednak ze względu na swoją wyjątkowość, mało zarobił, i teraz musi się na DVD zwrócić, pewnie dlatego będzie Ultimate Edition 5DVD w grudniu (zamierzam kupić). Producenci boją się rzucać więcej kasy na R, przez co często produkcje takie nie dochodzą do skutku przez zbyt duże koszta lub alternatywa na PG-13 jest. Kiedyś gwiazdy nie brały po 20 mln za film i super film z R-ką można było robić za mniejsze pieniądze.

      Nie można również zapomnieć, iż MPAA w ostatnich czasach mocno zaostrzyła
      przyznawanie kategorii wiekowych. Najśmieszniejsze moim zdaniem jest to, iż tacy
      Watchmen: Strażnicy otrzymali kategorię R, a nie było tam, aż tak dużo golizny
      czy brutalnych scen przemocy.

      W Watchmenach było trochę erotyki, nagości, przekleństw i brutalnych scen przemocy – tego według mnie osoby tak poniżej 15 roku życia nie powinny oglądać, nie wiem czy widziałeś director’s cut, gdzie trochę scen doszło. Jednak jako, że nie ma podziału (a być powinien) na PG-12, PG-15 i R, to film dostaje R.

      Z kolei zgodzę się w kwestii NC-17 bo produkcje, które otrzymują ją najczęściej
      trafiają od razu na DVD.

      Napisałem już coś podobnego. Obejrzyj “This Film Is Not Yet Rated”, gdzie jest powiedziane, że jeżeli film ma NC-17, to nikt nie chce go w kinach, do tego np sieć Wall-Mart bodajże nie dopuszcza do obrotu filmów w tej kategorii, a dostaje ją czasami R-kowy film, w którym przez sekundę zostały pokazane włosy łonowe kobiety.

      Na koniec jeszcze jedna kwestia do Ronaldinho. Stara prawda marketingowców
      głosi, iż widz/konsument ma myśleć, że to on kreuje rynek a naprawdę to firmy
      kreują go. O ile w Polsce nie jest to tak widoczne (bo po prostu jesteśmy zbyt
      małym rynkiem) o tyle w Stanach jest to bardzo widoczne. Idealny przykład to
      High School Musical po którym okazało się, że musicale dla młodych widzów mogą
      się świetnie sprzedawać. Na tej fali pojawiła się Mamma Mia!. Dalej mamy
      przykład z Piratami z Karaibów. To Hollywood stworzył modę na piratów. Więc nie
      do końca się z tobą zgodzę, iż firmy kopiują tylko to co nam się podoba.

      Nie do końca się zgadzasz i ja też :) Bo jeżeli producent danego filmu nie wpuści w obrót to go nie będzie, musi się danym tematem zainteresować. Jednakże, gdyby np taki “Zmierzch” się nie zwrócił w dystrybucji kinowej, nie byłoby jego następnych części, ew. na dvd. Więc to liczni widzowie, którzy szli na ten film więcej niż raz dali filmowi trochę zarobić i pokazać – TAK, chcemy oglądać następne części. Tak samo w Polsce, gdyby komedie romantyczne nie były najlepiej się sprzedającymi filmami w ogóle w Polsce, to by ich nie robione, są produkowane następne o niskim poziomie – widzowie dalej tłumnie mówią TAK, producenci dalej wdrażają w produkcje kolejne sztuki z tymi samymi aktorami non-stop.

      I na koniec jeszcze jedna deklaracja. Jestem ogromnym sympatykiem filmu
      Watchmen: Strażnicy, uważam ekranizacje tego komiksu za jedną z lepszych.
      Prawdziwy powód klęski według mnie to fakt, iż to nie jest taki prosty komiks
      jak Superman czy Spider-Man. Jest to komiks w którym analizuje się zachowania
      ludzi, polityków i tzw. bohaterów. I wydaje mi się, że po prostu ludzie
      oczekiwali kolejnej superprodukcji o superbohaterach a dostali inteligentną
      produkcję z morałem.

      Coś takiego właśnie napisałem. Jest to film całościowo niesamowity, sama czołówka jest najlepszą jaką daną mi było zobaczyć w kinie.

      ...:::4 8 15 16 23 42:::...
      mikolaj.chodkowski@fdb.pl <---- jeśli brakuje galerii, zwiastuna lub chcesz się skontaktować, napisz na ten adres.

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-24

      Ja się zgadzam w pełni z Michałem Dajerem, który chyba dobitniej pokazał (i raczej bardziej elokwentnie) to co mówiłem wcześniej. Sprytna i dobra reklama to taka w której konsument (tu widz) myśli że on kreuje to co wypuszczą na rynek producenci. Ronaldinho podał za przykład “Zmierzch”, pisząc że ludzie poszli spodobało się i TAK chcą więcej wiec producent daje. To powiem w prost że producent dałby ekranizacje i tak wszystkich czterech tomów, nawet gdyby film się nie sprzedał, gdyż podpisał umowę na całość, o czym mówił na forum publicznym. Dodatkowo film skierowano jeszcze bardziej niż książkę do nastolatków, gdyż wersja literacka, była jak dla mnie głównie dla Pań, film jest niemal dla wszystkich młodzików.

      I tutaj ponownie poruszamy temat progu wiekowego. Michał napisał iż studenci i dorośli to wymagający target. Zgadzam się i podpisuję pod tym. Dlatego gdy powstaje film z kategorią R (wspomniana “Dia HArd 4.0” lub “Max Payne”) zaniża mu się kategorię wiekową, aby móc go sprzedać 12-18 latkom którzy nie są wymagający. Zaniżają, a wręcz wymuszają to, producenci i współproducenci. Producenci, NIE widz, czyli osoby wykładające kasę, a co za tym idzie sterujące tą maszyną, jaka jest Hollywood. Czyż to nie jest umiejętna reklama :) Sprzedać produkt targetowi nie mającemu wielkich wymagań i wmówić mu że on tego chce.

      Dalej idąc za ciosem mowa o braku ekranizacji książek. Ronaldinho pisze iż jest to spowodowane brakiem chwytliwego tytułu. Gdyż nowy film nie ma podwalin czegoś co przyniesie od razu widzów. Dlatego trze więcej wydać na reklamę, jest to fałsz. Umiejętna reklama sprowadzi ci tony widzów, przykład “Gwiezdny pył” czy “Dystrykt 9”. Pierwszy bazuje na powieści, drugi na filmie krótko metrażowym – reklama w obu przypadkach była bardzo umiejętna i film sprzedała. Michał Dajer wspomniał o umiejętnej reklamie na przykładzie “High School Musical” i też ma rację. Serwujesz coś młodemu widzowi, co wiesz ze mu się spodoba, a potem odpowiednio to nagłaśniasz, dając temu trzykrotnie większy wydźwięk i udajesz iż to widz ma chrapkę na musical. A prawda jest taka ze producent już trzyma kilka kolejnych w zanadrzu i pierwszy z tych filmów jest podstawą dobrej reklamy.

      Dalej mowa o pójściu na łatwiznę i serwowaniu powtórek i kontynuacji w większej ilości. Jest to też fakt gdyż tak jak pisał Ronaldinho, “chętnie zobaczę sobie kolejną powtórkę Koszmaru czy piątku”. To lenistwo jest idealnie na rękę producentom, gdyż nie muszą sobie zawracać głowy szukaniem czegokolwiek i sami się rozleniwiają. Wiedzą że jechanie na sprawdzonych tytułach obecnie zawsze przyniesie zysk, więc wolą powtarzać coraz to więcej i więcej, zamiast bawić się z nowymi rzeczami. Stąd też John Woo, który chciał niejednokrotnie zrobić film kostiumowy, musiał iść z tym do Chin, bo Hollywood stwierdziło że mu kasy nie da. Zresztą sam Woo mówił w wywiadzie jak bardzo producenci ingerują w scenariusz i sam film. Jest to kolejny dowód na to iż oni rządzą, nie widz.

      Tekst z Dvixami, jest chybiony. Mają one nikły wpływ na rynek filmów w USA, a nie wiele większy w Europie. może to odczuć rynek DVD, jednak mimo podwyżek biletów i delikatnego spadku widzów, zyski idą ciągle powolutku w górę. Mniej ludzi w kinach? Bo jest obecnie dwa razy tyle multipleksów niż pięć lat temu. taki natłok powoduje że ów widownia rozmywa się po tych wszystkich placówkach, co je odkorkowuje i brak kolejek. Choć i one są nieraz potężne przykład co weekend w Gemini w Gdyni czy Złotych tarasach w Wawie. Inna sprawa że ceny DVD są na tyle obecnie wysokie że ludzie wolą ściągać filmy nielegalnie w Polsce, jednak jak Michał pisał Polska to dużo mniej znaczący rynek niż USA czy Zachodnia Europa, albo Azja.

      I na koniec dobijając temat powtórek. Wspomniałeś o starych remakach. W sumie wymieniłeś te najważniejsze a tam masz niedopatrzenie. “The Ring” po pierwsze powstał już po 2000 roku, a ja wcześniej pisałem że było dużo mniej remaków prze ostatnie 30 lat XX wieku niż obecnie. Do tego to powtórka z kina z Azji. O “Człowieku z blizną” sam pisałem w felietonie i poruszyłem an jego przykładzie (bo najbardziej znany) że Hollywood dobrze wypadają remaki ich filmów. “Coś” dość mocno rożni się w wielu punktach od starej wersji (widziałem obie, nowszą mam nadal) choć fakt obie wzorowały się na tej samej książce. Jeśli idzie o “noc żywych trupów” to jest tyle odcinków i przeróbek tej serii że aż boli i w sumie każdy następny gorszy od poprzedniego, tak wiec marny przykład.
      Aha – remake “Ptaków” miał wyjść z końcem 2010, ale ze się na razie z projektu wycofano (wymówką jest kryzys) to na razie przesunięto go na 2011. Film na pewno w końcu powstanie. “martwe zło” wyraźnie jest opisane jako Remake pierwszej cześć (piątka przyjaciół ze studiów jedzie do domku w lesie na wakacje i tam musi stawić czoła demonom i bla bla bla), nie alternatywne zakończenie trzeciej części. Ma powstać po prostu na nowo cała saga z Ashem. Halloween 2 i Piątek 13-tego 2, są kontynuacjami nowych serii, które są remakami starej serii, tak wiec jest to remeka sequela patrząc na to technicznie.

      Co do Watchmen podzielam zdanie Michała Dajera w pełni.

      A i Ronaldinho, nie pisz że ty podajesz jako argument swoje myśli, bo myśleć to można co się chce. Bez urazy. Naprawdę rozwaliłeś mnie tym tekstem. Ja odpowiadam wprost i nazywam rzecz po imieniu czyli “reklama”.
      Wajda, nie klnij, nie pyskuj i nie wmuszaj komuś teorii spiskowych. dałem Transformers 2 ocenę 7/10 bo w SWOIM GATUNKU zrobił co miał zrobić. Zresztą mam to opisane w recenzji – technicznie dobry, scenariusz i gra aktorska leżą. przyznam dyskusja była ostra ale dzięki wyrywkom pana wajdy mogła przejść w kłótnię, dlatego tak napisałem.

      Nie jest odkryciem że reklama napędzała i napędzać będzie film, jednak kiedyś robiono filmy nowe, teraz reklama jedzie na starych tytułach i sprzedaje je po raz enty i gorszy. I to jest lenistwo. TO jest remake i o tym jest felieton.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      kuba_­wajda

      2009-08-24

      Nagadałeś się? Świetnie. Sparafrazowałeś w 90% wypowiedź Michała Dajera, podciągając ją pod swój chybiony felieton. Nie zmienia to faktu, że nie wybroniłeś się od mnóstwa błędów rzeczowych, uogólnień i mantrycznie powtarzanych stereotypów o rynku reklamowym. Jak już nas zdążyłeś przyzwyczaić, również o Johnie Woo dajesz tylko zdawkową informację, szukając argumentów na swoją korzyść. Otóż sam Woo pracuje obecnie w USA nad dwoma projektami. Jest bardzo cenionym reżyserem, jakkolwiek reżyserem kina akcji. Trudno, przyzwyczaił nas od końca lat 80’ do swoich wizjonerskich posunięć, które Hollywood łyknęło bez zachłyśnięcia. Został ekspertem w tej dziedzinie. Wytwórnie o niego walczą. Zastanów się, czy uprawiając przez całą amerykańską karierę ten akurat gatunek kina, był on wiarygodny w oczach producentów jako reżyser kina kostiumowego? Nie sądzę. To tak jakby Jarmush przyszedł z propozycją nakręcenia nowego Bonda… Dałbyś mu kasę bez wahania? Wybacz, ale reżyserów jest w USA mnóstwo i co jest chyba unikalne, większość z nich uległa mocnej specjalizacji i zaszufladkowaniu. System producencki, gwarantuje wybór optymalnego reżysera do danego projektu. Pomysł Woo na film kostiumowy, jakby nie było, mógł ocierać się o zwykła fanaberię znudzonego reżysera. Inna sprawa, że Woo już od dawna chciał się zabrać za prace w rodzimych Chinach, odkąd kinematografia wyszła poza granice Hong-Kong’u, młodzi chińscy reżyserze zyskali większą niezależność, a finanse zaczęły bardziej rządzić się wolnorynkowymi zasadami. Więc proszę nie uprawiaj taniego biadolenia, że “Hollywód kasy mu nie dało”, bo logika takiego postępowanie jest bardziej oczywista niż Ci się może wydawać. Pozdro.

      nie rozmawiam z barbarzyńcami o etyce...

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-24

      Reputacja: *

      Vermin o 2009-08-24 10:11 napisał:

      “martwe zło” wyraźnie jest opisane jako Remake pierwszej

      cześć (piątka przyjaciół ze studiów jedzie do domku w lesie na wakacje i tam
      musi stawić czoła demonom i bla bla bla), nie alternatywne zakończenie trzeciej
      części. Ma powstać po prostu na nowo cała saga z Ashem.

      tak. tak to znowu ja, ale ponieważ został poruszony temat mojej ukochanej serii muszę to skomentować. Bohaterowie nie jadą na wakacje, ale na weekend, zresztą pogoda i wygląd lasu, jak i ubiór bohaterów jest wyraźnie niewakacyjny :)
      A co do remaku, Bruce Campbell powiedział w którymś z wywiadów, że sprawa jest już nieaktualna. Zresztą początkowo film miał wejść już w 2006 roku, i od tego czasu zmienia się jego data na portalach filmowych. Po prostu nie znaleźli odpowiedniego reżysera (podobno odmówił im twórca Oldboya), przez pewien czas były informacje o tym, że za kamerą stanie osobiście Raimi, ale również to wydaje się już nieaktualne. Teraz bracia Raimi myślą nad scenariuszem pokazującym Asha w przyszłości lub na emeryturze, w zależności od wybranego zakończenia. Jednak wiadomo, że to również mgliste plany, gdyż Raimi bierze się za Spider-Mana 4 i World Of Warcraft.

      Podałeś bardzo zły przykład Gwiezdnego Pyłu jako świetnie wypromowanego filmu na który waliły tłumy widzów
      http://boxofficemojo.com/movies/?id=stardust.htm
      Budżet 70 mln$
      Dochód w USA 38 mln$
      Cały świat 135 mln $
      Jak widzisz głupie amerykańce nie poddały się reklamie, a reszta świata nie uratowała finansów filmu, który musiał przy tym budżecie zarobić przynajmniej 140 mln$.
      Gdyby wszystko zależało od reklamy nie mielibyśmy takich wielkich klap finansowych jak np Speed Racer czy Land of the Lost, niestety świat producentów nie jest aż taki piękny…
      A co do przemontowania Die Hard 4
      http://www.film.org.pl/prace/50_prawd_diehard40.html
      ostatni akapit tego artykułu dowodzi, że już scenariusz był w PG-13, a wersja unrated jest tylko próbą wyciągnięcia kasy kilka razy za ten sam film.
      Prawie wszystkie superprodukcje z Rką ponoszą klapę, tak jak np. Watchmeni czy Metro Strachu, i będzie ich jeszcze mniej bo to widzowie zdziecinnieli, jeszcze 19 lat temu producentom wisiała kategoria, i mieliśmy najdroższy film w historii kina, a wtedy była to Pamięć Absolutna, z kategorią R

    • 21x30

      Ronaldinho

      2009-08-24

      Reputacja: ***

      Quagmire o 2009-08-24 12:47 napisał:
      jeszcze 19 lat temu producentom wisiała kategoria, i mieliśmy najdroższy film w
      historii kina, a wtedy była to Pamięć Absolutna, z kategorią R

      Nie jestem pewien czy była to najdroższa produkcja na tamten czas. Już w 85’ Święty Mikołaj miał budżet 50 mln $ Natomiast już dobrym przykładem jest Terminator 2, gdzie mamy 1991 rok, kategorię R i budżet w wysokości 102 mln $. T3 miał podobno budżet 200 mln $, nie tak dawno, bo w 2003 roku. Trochę się teraz boję o prequel Aliena, niby Ridley Scott robi, ale kto wie czy nie wymuszą na nim PG-13, albo sam się na to zgodzi. Hehe, pierwsza część miała budżet 11 mln, na dzisiejszy strzelam, że może to być z 20 mln $, a prequel pewnie nie wiadomo skąd będzie miał budżet z 80 mln.

      ...:::4 8 15 16 23 42:::...
      mikolaj.chodkowski@fdb.pl <---- jeśli brakuje galerii, zwiastuna lub chcesz się skontaktować, napisz na ten adres.

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-24

      @ Kuba, ty chyba nie umiesz kulturalnie czy normalnie rozmawiać, bo ciągle się rzucasz. No ale bywa. Poniżej masz wywiad z panem Woo, przeczytaj go CAŁEGO i to DOKŁADNIE ze ZROZUMIENIEM.

      http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/exclusive/john-woo-chce-nakrecic-film-w-polsce,40959,1

      Co prawda sam nie darzę tej gazety sympatią, ale akurat wywiad jest jak najbardziej trafny. Pokazuje on na jakim poziomie producent ma władzę nad reżyserem i że sam Woo już od dawien dawna proponował filmy kostiumowe i nie tylko. A ze Hollywood ZASZUFLADKOWAŁO go jako reżysera tylko i wyłącznie kina akcji, to też nie dało mu kasy na inne produkcje. Stąd też szybszy powrót niż zamierzał do Chin i tam nakręcenie świetnych “Trzech królestw”.

      @ Quagmire
      Wierz mi ze tak naprawdę wszystko zależy od reklamy. Czy kupiłbyś nowy produkt nie mając o nim żadnej opinii? Wątpię. Przeszedłbyś koło niego obojętnie nawet nie zauważając w tonach innych podobnych mu produktów. Jak już pisano umiejętne reklama to taka w której konsument jet przekonany ze to on wybiera i przewodzi. W rozrywce masz to samo. Hollywood jest rozleniwione i woli uderzać do nie wymagającego widza. Stąd ów efekt mieszania się w scenariusze i zaniżania PG. Kiedyś masz rację an to nie patrzono, bo robiono filmy z myślą o rozrywce i kasie. Teraz robi się te filmy tylko z myślą o kasie, a że uderza się w łatwy target a trudniejszy znacznie olewa to powstaje tak wiele powtórek i kontynuacji. O tym jest ów felieton, więc na pewno nie jest chybiony. Opiera się ona na faktach i obserwacji.
      Do klapy Speede Racera przyczynił się też mocno dubbing w wielu krajach.

      A tak na marginesie do pana Wojtasa – skoroś tak wielki i mądry to napisz własny felieton o tym temacie. O ile starczy ci odwagi i rozumu.

      Swoja drogą co do reklamy, właśnie sami w tej chwili udowadniacie rację stwierdzeniu że to reklama góruje nad konsumentem. Niby taki zły artykuł, taki marny. A ile już dyskusji :)

      P.S. “Gwiezdny pył” w USA nie przyjął się gdyż już wtedy widz był tak rozleniwiony powtórkami i kontynuacjami z kina slaher że nie odniósł sukcesu u nich. Oczywiście Gdyby ta sama produkcja była nakręcona z końcem lat 90-tych to by się w stanach świetnie sprzedała. Wtedy jeszcze widz nie był tak rozleniwiony. A rozleniwienie wypłynęło z powtórek i wysyłania filmów o niskiej kategorii wiekowej.

      Mało jest teraz remaków kina z Azji, bo Azja jak pisałem już wyżej, jest niechętna do tego. Zwłaszcza po ostatnich dwóch latach porażek USA w tej materii. Hollywood specjalizuje się w marnym kinie slaher, które podciąga pod horror, ale to nie jest horror. Horrory to “The Ring”, “Lęk” “Opowieść od dwóch siostrach”, “Lustra” itp. Zaś “Krzyk”, Koszmar minionego lata, Halloween, Piątek 13-tego to tylko slahery, czasem fajne, ale dalej to slahery.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-24

      Reputacja: *

      Ronaldinho:
      Mojo i Imdb podają 65 mln$
      http://boxofficemojo.com/movies/?id=totalrecall.htm
      http://www.imdb.com/title/tt0100802/business
      ja sam czytałem kiedyś o 75 mln$, a może tak być, że najdroższym wtedy filmem była Otchłań Camerona której budżet wg imdb to 69.5 mln, jednak z racji PG-13 nie pasuje do przykładu. W każdym razie masz rację T2 jest idealnym przykładem i na pewno był wtedy najdroższym filmem

    • 21x30

      Adam_­Siennica

      2009-08-24

      Reputacja: *

      Kuba_Wajda – sorki, ale to co piszesz o Johnie Woo to kompletne bzdury. Po pierwsze, Woo nie pracuje w USA, porzucił te kino, ponieważ producenci tak bardzo ingerowali w jego produkcje, że żaden film nie odniósł spodziewanego sukcesu i im dalej tym gorzej – wrócił do Chin, gdzie nakręcił Trzy Królestwa i TAM PRACUJE OBECNIE NAD DWOMA PROJEKTAMI nie w USA! Kręci film o “latających tygrysach”, eskadrze pilotów, który jest produkcją Chińską z domieszką amerykańskich pieniędzy – czyli działają na zasadach chińskich i ma tu swoją swobodę oraz drugi projekt Jianyu, Jianghu z Michele Yeoh będący kostiumową produkcją z dużą ilością walk na miecze, więc zanim zaczniesz przytaczać “pracuje nad dwoma projektami w USA” zapoznaj się z informacjami a czemu nie pracuje w USA?

      Producenci mocno ingerowali w jego filmy, przez co zaledwie kilka odniosło jakiś sukces, nie miał swobody jako reżyser i wielokrotnie w wywiadach to powtarzał, dlatego wrócił do chin nakręcić to co chciał wedle swojego uznania i takim sposobem ma pierwszy hit od lat.

      Masz rację, Hollywood jest tak dziwne, że nigdy nie potraktowaliby go wiarygodnie jako reżysera kina kostiumowego, dlatego dobrze, że ich olał. Tam by zrobili to co z Ridleyem Scottem w Królestwie Niebieskim – kategoria wiekowa obniżona na maxa a film pocięty przez włodarza studia przez co wyszła masakra, a dopiero Ridley w wersji reżyserskiej pokazał swoją świetną wizję.

      To tyle i proszę o trochę kultury – można ostro dyskutować, ale trochę przesadzasz Kuba.

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-24

      Z tego co się orientuję, to Najdroższy film z kategorią R to wspomniany przez was “Terminator 2”. Zresztą jest to film ponad czasowy, i jak pisałem w felietonie idealny przykład jak robić udane sequele. Zauważmy że potem T3 i TS mimo większego budżetu w całokształcie nie przyniosły już tak wielkich zysków.

      Ale jest jeszcze jeden aspekt. A raczej dwa.

      1. W latach 1970-2000, czyli w poprzednim wieku koszta materiałów do budowy choćby scenografii były tańsze. Tak więc na przykład ciężko jest porównać budżet filmu z roku 1980 i przełożyć go tak samo an 2005. Budżet co prawda jest większy ale koszta też, co za tym idzie większy obecnie budżet nie oznacza lepszych zawsze materiałów do budowy scenografii, kostiumów i całej reszty.

      2. Druga sprawa to cena samych biletów. Niby zysk potrafi być większy, ale będąc z droższych biletów co przekłada się na mniejszą ilość widzów. Tak więc na pewno ciężko porównać budżet dawnych filmów R, które odniosły sukces do obecnych w tym typie.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

    • 21x30

      Quagmire

      2009-08-24

      Reputacja: *

      Vermin o 2009-08-24 13:39 napisał:
      Z tego co się orientuję, to Najdroższy film z kategorią R to wspomniany przez
      was “Terminator 2”

      Najdroższym jest Terminator3, 200 lub 170 mln budżetu zależnie od źródła
      http://boxofficemojo.com/movies/?id=terminator3.htm

    • 21x30

      Vermin

      2009-08-24

      Ale T3 jest po roku 2000 a ja cały czas trąbię że lepiej wypadały filmy R w drugiej połowie XX wieku czyli do końca 1999 roku. Czyli egzekwo T2 jest najdroższym filmem R w tamtych czasach. No i chyba (ale tu mogę się mylić) na czysto najwięcej zarobił. T3 już tak się nie przyjął.

      http://vermin.bloog.pl/
      Mój blog z recenzjami filmów, książek, komiksów i gier komputerowych oraz artykułami poświęconymi kulturze masowej.

      ZAPRASZAM :)

Redakcja

  • Michał Dajer Michał Dajer
  • Piotr Sarota Piotr Sarota
  • Marek Jacek Marek Jacek
  • Mikołaj Chodkowski Mikołaj Chodkowski